Ptujska Gora, to
miejscowość znana przede wszystkim jako miejsce pielgrzymgkowe.
Zbudowany na górze kościół (sanktuarium maryjne), jest widoczny z
daleka.
Cyklistów czeka krótki, ale ostry podjazd, za to są nagrodzeni ładnymi widokami.
A oto sam kościół z bliska.
Z powstaniem sanktuarium wiąże się legenda o ślepej dziewczynce, która
dzięki modlitwom całej rodziny do Marii odzyskała wzrok, a
ojciec z wdzięczności wybudował kościół w miejscu gdzie córka po raz pierwszy zaczęła widzieć.
Majowa Warszawska Masa Krytyczna
była pomarańczowa i odbyła się pod hasłem "Go Green, Go Dutch, Go
Bike!"a to dlatego, że Ambasada Królestwa Niderlandów takie właśnie
koszulki przygotowała dla masowiczów, których przybyło 2016. Trasa Masy
była tak ułożona, żeby przejechać w pobliżu kilku warszawskich zabytków
zaprojektowanych przez rodaka pracowników ambasady - architekta Tylmana z Gameren, oraz obok samej ambasady.Na
Masie byłe służbowo - opiekowałem się bowiem skrzynką geocache lavinki,
dzięki temu miałem okazję poznać anięmałą i landsata, którzy przybyli
wpisać się do skrzynki. Na fotce widać uciekającą Anię (z fotelikiem) i
goniącego ją landsata (z plecaczkiem).Na Masę przybyli wolontariusze Rogowskiej Kolejki Wąskotorowej, z hasłem przewodnim Zatrzymaj się i żyj.A propos kolejek wąskotorowych - oto stacja Wilanów.Była też sekcja filipińska, Filipińczyków poznawaliśmy po chorągiewkach.Rowerować uczymy się od małego nie mogło więc zabraknąć sekcji młodzieżowej.Hej młoda, nie śpij!Mobilna kolekcja szprychówek.No to do następnej masy.
Ptuj - jedno ze starszych słoweńskich miasteczek na dzień
dobry zrobił nas w balona. no cóż, mieszkańcy mają na pieńku z
grawitacją. Nie wróżyło to dobrze operacji A Ptuj!, ale nie poddawaliśmy się.
Za
przeszkodą wodną o znaczeniu strategicznym (zwaną przez tubylców rzeką
Drawą), widać umieszczony na wzgórzu strategiczny obiekt (przez tubylców
zwany gradem - pewnie od gradu pocisków, którym witał przyjezdnych -
nas nie przywitał, bo z powodu upał grad stopniał, a gorącej kaszy do
lania za kołnierze nie zdążyli przygotować, albowiem było jeszcze przed
śniadaniem).
Przeszkodę
wodną pokonaliśmy dziełem inżynieryjskim umożliwiającym przerzucenie
piechoty i jednostek zroweryzowanych na właściwą stronę cieku.
Na drugim brzegu saperzy postawili zaporę uniemożliwiającą wjazd jednostkom zmotoryzowanym.
Zamek
zdobyliśmy fortelem - podczas gdy siły główne, spieszone szturmowały
schodkami, ja podjechałem od drugiej strony do wejścia kuchennego i na
pytanie "kto tam" odpowiedziałem "swój" i już byłem w środku.
Z góry mogliśmy ocenić sytuację na froncie walki o lepsze jutro i zaplanować kolejne posunięcia.
Okazało się, że jednostka balonowa rekrutowała się z wojsk górskich i jak przyszło co do czego, to dali nogę na przełęcze.
Podczas
przejazdu przez miasto, gdy ruszyłem z misją indywidualną, próbowano
mnie pokonać hipnotyzującą mozaiką, ale nie ze mną te numery! W końcu
codziennie rano piję kawę z kubka w mozaikę Gaudiego i jestem
uodporniony.
Podsumowują operacja A Ptuj! zakończyła się pełnym sukcesem bez strat!