wtorek, 20 października 2026

Zupa z elfów i cebuli

Krasnoludzki przepis wegetariański (znaczy bez elfów).

Zupa z elfów i cebuli jest potrawą kojarzoną zazwyczaj z kuchnią trolli, jednak przysmak ten znajdziemy także w książkach kucharskich goblinów, krasnoludów, czy mrocznych elfów, przy czym każda z tych ras ma swój własny, unikalny przepis. Tutaj przedstawiam recepturę z kuchni krasnoludzkiej, przy czym jest to potrawa wegetariańska, bo krasnoludy już od dawna nie jedzą elfów.* Zamiast podrobów z elfa dodaje się grzyby i w tej postaci jest bardzo popularnym daniem dostępnym w większości karczm.

*) - przynajmniej oficjalnie, bo ponoć w co bardziej podejrzanych spelunkach, stali bywalcy ponoć mogą zamówić tę zupę

Zupa z elfów i cebuli

Składniki dla przepisu podstawowego:
(na 4 porcje dla bardzo głodnych krasnoludów... zresztą inne w przyrodzie nie występują)

- podroby z elfa
- grzyby ok. 500g
       - podgrzybki brunatne
       - panienki vel czubajki (muchomor rdzawobrązowy) - ze dwie garście łepków
- cebula ok. 100g
- ziemniaki ok. 750g
- marchewka ok. 150g
- elf suszony w kostce*
- kostka rosołowa (warzywna, w końcu przepis wegetariański) 2 sztuki
- przyprawy (pieprz, krasnoludzkie ziele**, liść bobkowy, więcej pieprzu, jałowiec, papryka słodka, jeszcze trochę pieprzu, oregano, bazylia, pieprz bo było trochę mało, majeranek, lubczyk i na koniec najważniejsze - pieprz!)

- trochę oleju do podsmażania
- chleb do podania

Dodatkowe dodatki:
- inne grzyby jadalne (jakie się znajdą w lesie)
- inne warzywa (por, seler, pietruszka, kapusta, brokuł, kalafior, cukinia, dynia...)
- borówki brusznice (jak się trafią z grzybami w lesie)


Powyższe ilości są orientacyjne, bowiem każdy karczmarz wrzuca do gara nieco inne ilości i stosuje przyprawy w nieco innych proporcjach. Zresztą i tak zazwyczaj przygotowuje zupę "na oko", a do tego "na winie" (co się pod rękę w spiżarce nawinie), więc nawet w tej samej karczmie nigdy nie trafimy na idealnie taką samą zupę.

Ale podstawowe zasady są takie same - zupa powinna być gęsta (dużo grzybów, dużo warzyw, dużo przypraw), a nie jakaś tam wodnista - to nie jest potrawa dla fircyków dbających o linię, po tej zupie krasnolud powinien mieć siłę wyfedrować w sztolni kilka metrów sześciennych urobku. Musi też być pieprzna, krasnolud ma po niej zionąć ogniem tak, by móc sobie oświetlić drogę w ciemnych korytarzach kopalni.


*) - podobno można jeszcze czasem dostać na czarnym rynku
**) - zwane też, nie wiedzieć czemu, angielskim

Zupa z elfów i cebuli

Przygotowanie:

Przepis jest prosty i ugotowanie tej zupy nie zajmuje dużo czasu. W sam raz na sytuację, gdy na chatę wbija nam się kompania krasnoludów i trzeba podać coś na stół. Szybko i dużo.

Najpierw wysyłamy gnoma do lasu po grzyby, a gościom podajemy jakieś przekąski (może być chleb krasnoludów). Jeśli zaczną się niecierpliwić, można powiedzieć że posłaliśmy już po panienki, to powinno ich na chwilę uspokoić.

My tymczasem czekając na powrót gnoma, zajmujemy się przygotowaniem warzyw - ziemniaki kroimy na grube kawałki, marchewkę na grube plastry, a cebulę jak kto chce (na pióra, talarki, albo siekamy na drobną kostkę). Podczas krojenia cebuli musimy zalać się rzewnymi łzami jak bóbr, jeśli cebula nie wyciska łez jak szmirowaty melodramat, to należy ją wyrzucić, bo jest do luftu i sięgnąć po następną.

Gdy już wróci gnom, musimy przebrać grzyby, bo gnomy mają to do siebie, że zbierają wszystko jak leci - grzyb nie grzyb, jadalny nie jadalny, ładują wszystko do kosza. Wybieramy podgrzybki i panienki, ale jak kto chce może też zostawić inne jadalne grzyby i owoce lasu - np. kurki, gąski, gołąbki, lisy. Wszystko to możemy władować na patelnię i do gara, aczkolwiek pewne wątpliwości może budzić lis - czy to nadal będzie potrawa wegetariańska? Otóż tak! Albowiem w kuchni krasnoludzkiej lisy zaliczane są do warzyw.

Wstawiamy wodę do zagotowania, a tymczasem podsmażamy cebulę na patelni, gdy się zeszkli dorzucamy grubo pokrojone grzyby i smażymy dalej, czekając aż woda się zagotuje. Wrzątkiem zalewamy kostkę rosołową w garze, a następnie ładujemy do niego grzyby, warzywa, przyprawy i wstawiamy na ogień. Czekamy aż się zagotuje i od tego momentu gotujemy jakieś 15 minut (aż ziemniaki zmiękną).

Zupa jest gotowa do podania, możemy ją dodatkowo zabielić śmietaną lub zakrwawić sosem pomidorowym. Serwujemy z pajdą chleba... zwykłego, ale możecie podać też chleb krasnoludów, jeśli macie piłę mechaniczną* by go pokroić . Chleb służy nie tylko do zagryzania, ale też do wytarcia miski na koniec (w mniemaniu krasnoludów savoir vivre to gatunek skorupiaka... też można dorzucić do zupy).

*) - jedna piła starcza zazwyczaj na pokrojenie 5-6 bochenków.


Poniżej zupa przed i po zabieleniu śmietaną. Chciałem jeszcze zrobić zdjęcie zupy zakrwawionej przecierem pomidorowym, ale miałem tylko jedną zupę i nie udało mi się jej odbielić.

Zupa z elfa i cebuli
Zupa z elfów i cebuli

Grzyby co w zupie

Podgrzybek brunatny, co ciekawe większość ras tak mówi na tego grzyba, tylko gobliny mówią na niego Dobry jeść grzyb, a trolle po prostu Grzyb.

Podgrzybek brunatny

Panienka, Czubajka (a w języku naukowym jest to muchomor rdzawobrązowy), tak przynajmniej nazywają ten grzybek ludzie, bo krasnoludy mówią na niego Elfie uszka. Elfy w ogóle nie nazywają tego grzyba, bo nie zniżają się do zbierania i jedzenia takich psiaków. Gobliny też nie, bo jest bardzo łamliwy i wymaga delikatnego traktowania. Trolle zaś w ogóle nie zauważają takich popierdółek.

Doskonale nadaje się do zupy jako imitacja podrobów z elfa, szczególnie rozwijające się łepki (jak ten mały na zdjęciu - to są te "uszka" w zupie na pierwszej fotce)

Panienka, Czubajka, Elfie uszka

Muchomor sromotnikowy/zielonawy (krasn.: Zemsta trolla, elf.: Zielonawy żniwiarz, gobl,: Zgon grzyb, trol.: Grzyb*)

Jest to grzyb śmiertelnie trujący, więc zebranych przez gnoma egzemplarzy nie dodajemy do zupy... chyba, że na chatę akurat wbiła nam się banda goblinów, albo troll, wtedy nawet zaleca się dorzucenie tego muchomora do gara - gobliny będą padać jak muchy, ale trollowi tylko się odbije, na drugie danie zje gospodarza, a potem zagryzie kotem na deser.

*) - trolle to wszystkie grzyby nazywają Grzyb... a przynajmniej tak to się zazwyczaj tłumaczy na inne języki, jednak dokładne tłumaczenie trollowego określenia brzmiałoby: Gąbczaste jedzenia rosnące w lesie

Zemsta trolla, zielonawy żniwiarz

Następnym razem zaprezentuję kolejne wegetariańskie przepisy kuchni krasnoludzkiej:
1) Flaczki z flaków elfa (jako flaki elfa gotuje się pokrojony w paski boczniak ostrygowaty)
2) Mózg/móżdżek* elfa duszony w elfiej krwi (czyli siedzuń sosnowy w przecierze pomidorowym)

Szmaciak (nauk,: Siedzuń sosnowy, krasn.: Mózg elfa, elf.: Mózg lasu, gobl,: Mózg grzyb, trol.: Grzyb). Duży siedzuń jest nazywany mózgiem, a mały móżdżkiem* (oba na zdjęciach)


*) - panuje powszechna opinia, że elfy nie posiadają móżdżku, ale to tzw. rural legend

Mózg elfa
Móżdżek elfa

Na koniec cytat dla tych,  którzy do tej pory nie znali takiego specjału jak chleb krasnoludów.


- Och, rodzinę przywiało tu z Nictofiordu, kiedy byłem dzieciakiem – wyjaśnił Mad. – Chcieliśmy przepłynąć tylko kawałek wzdłuż brzegu, rozpętał się sztorm, a potem ani się obejrzeliśmy, a byliśmy rozbitkami (...) No to żeśmy się osiedlili. A potem tato założył sieć piekarni w Rospyepsh.
– Chleb krasnoludów? – domyślił się Rincewind.
– Jasna sprawa! On ocalił nam życie na tysiącach mil rojącego się od rekinów oceanu – odparł Mad. – Gdybyśmy nie mieli ze sobą worka chleba krasnoludów...
– ...nie mielibyście czym tłuc rekinów na śmierć?
– Widzę, że z ciebie ziom, który zna się na chlebie.


Terry Pratchett, Ostatni kontynent
dialog Rincewinda z krasnoludem Maxem... znaczy Madem

wtorek, 13 października 2026

Jesień Panie Gołębiu!

G1: Idziemy się wykąpać w kałuży?
G2: Ocipiałeś??? W taką zimnicę?!
G3: No, upał zelżał, skwaru ni ma.
G1: Ciepło jest.
G2: Ciepło, aż się pod nosem skrzepło!
G3: No, piździ jak w kieleckiem!
G1: Ale kaczki się kąpią.
G2: Weź cep i walnij się w łeb! Nie porównuj nas do tych amfibii!!!
G3: No, weź koło i walnij się w czoło! No!!!



Loża Szyderców - od prawej:
- Gołąb 1
- Gołąb 2
- Gołąb 3
- Jakiś Inny Gołąb, Który Wtrynił Się W Kadr, Ale Nikt Go Nie Zna I Nie Wiadomo Skąd Się Tu W Ogóle Wziął

w głębi kadru:
- Amfibiokaczki




sobota, 22 sierpnia 2026

Uwielbiam zapach rosy na motylku*

* - o poranku, rzecz jasna.

Kraśnik w rannej rosie.
Ranny z niego ptaszek... motylek.
Na krwawniku.





Motylek wesoły, bo obok wiesiołek.
A czy wiesiołek, mimo że mokry, jest wesoły?
Nie wiem.






Ważka spryciula uniknęła zroszenia.
Są obok siebie - rosa sobie, a ważka sobie.

sobota, 1 sierpnia 2026

Śnieżynka na upały

Niestety taka lodowa śnieżynka momentalnie by się rozpuściła (poza zamrażalnikiem), więc zapodam nierozpuszczalną, czyli coś w rodzaju "ciepłych lodów". Oto śnieżynka w postaci robala, a dokładniej motyla... tak, to jest motyl o nazwie piórolotek śnieżynka.




Piórolotków jest ponoć w Polsce ponad 50 gatunków, przy śnieżnobiała jest tylko jedna jedyna śnieżynka, pozostałe są brązowe, szarobrązowe czasem z gładkie, a czasem z plamkami i przepaskami.  Oto piórolotek zwyczajny (lub jakiś podobny), którego nie jest łatwo dostrzec, bo doskonale udaje patyczki... temu kamuflaż za bardzo nie wyszedł, bo próbował udawać patyczka u mnie na suficie.



Ale wracając do śnieżynek, pierwszą spotkałem na świerzbnicy polnej. Tak się ucieszyłem i  skupiłem na robieniu mu zdjęć, że nie zauważyłem pająka.



Tak, nie dostrzegłem kwietnika, który go złapał... dostrzegłem go dopiero w domu na zdjęciach. Usprawiedliwia mnie nieco fakt, że był w kolorze piórolotka (trafił swój na swego).

Kwietniki to pająki, które na kwiatach czyhają na ofiary, a do tego mogą zmienić zabarwienie by lepiej się kamuflować na kwiatku. Ten jest biały, na żółtych kwiatkach są żółte, na białych białe, a na fioletowych... jak widać też białe (kwietniki mogą być żółte lub białe, więc dużego wyboru nie mają).



Chyba go wystraszyłem robiąc zdjęcia i w pewnym momencie puścił piórolotka, który poleciał w dół. Ja myślałem, że motyl o własnych siłach przeleciał na inną roślinkę i ostrożnie kontynuowałem fotosesję. Nawet się ucieszyłem, że nie jest zbyt płochliwy.





Dopiero po pewnym czasie i całej serii zdjęć zorientowałem się, że jest martwy (ale nadal nie wiedziałem o pająku).

Na tym zdjęciu widać, dlaczego inna jego nazwa to piórolotek pięciopiór.