Zbliżał się termin XV Akcji GTWb: Powrót do przeszłości, gdy przez głowę przeleciała mi myśl: Tata przecież za młodu trenował kolarstwo, na pewno są jakieś zdjęcia na rowerze! Wziąłem się więc za przeglądanie rodzinnych albumów.
Najpierw
znalazłem zdjęcie mamy w stroju krakowianki na podwórzu kamienicy w
której mieszkała (1949). Niestety nie na rowerze, ale rower jest z tyłu,
podpiera ścianę kamienicy i dotrzymuje towarzystwa samotnej studni.
Potem
znalazłem zdjęcia taty... i spadłem z krzesła! Oto bowiem zdjęcie taty
(na dole), wujka a jednocześnie mojego chrzestnego (na zadzie) na
pomniku żubra w Spale (1957).
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ja mam dokładnie takie same zdjęcia z tego żubra.
Półtorej
dekady później (1973) znalazłem zdjęcia z komunii mojego brata
ciotecznego (syn wujka z zada żubra) z kolarką, którą dostał w
prezencie. Ten obok to mój rodzony brat. Początki na rowerze bywają
trudne, ale potem już można śmigać.
W
szafie są pewnie moje zdjęcia na rowerze, gdy byłem mały. Ale rodzinka
niestety zaczęła robić slajdy, więc nie dosyć że przeglądnie tego jest
bardziej uciążliwe i czasochłonne, to i tak bym nie dał rady zeskanować.
Z okazji XV Akcji GTWb: Powrót do przeszłości,
poszedłem do piwnicy po wehikuł czasu i cofnąłem się do kwietnia 2007.
Żeby uniknąć pardoksów czasowych takich jak spotkanie samego siebie,
ukryłem się w krzakach i stamtąd dokumentowałem przebieg ekspedycji na
Mount Rudelest 2007, obserwując jak młodzy o półtora roku wujek To Mi
radzi sobie z tym wyzwaniem.
Mount
Rudelest, sam będący reliktem przeszłości, to bardzo skomplikowany
masyw, posiadający kilka wierzchołków o zbliżonej wysokości. Na zdjęciu
poniżej widać najwyższy z nich, ten na rogu.
Wstępne
oględziny i próby wykazały, że wejście pionową ścianą bezpośrednio na
wierzchołek przekracza moje możliwości. Zaatakowałem więc ścianę nieco
dalej by potem granią osiągnąć szczyt. Zaatakowałem kolejno dwa filary,
jednak obie próby osiągnięcia grani zakończyły się fiaskiem.
Zdecydowałem się więc na wspinaczkę łagodniejszą ścianą by osiągnąć jeden z niższych wierzchołków.
Tam
wreszcie mogłem zobaczyć czekającą mnie drogę granią. Z tego miejsca
główny szczyt był jeszcze bardzo odległy, a sama grań okazała się bardzo
krucha. Ostatecznie postanowiłem zrezygnować z głównego celu wyprawy i
strawersować niższy wierzchołek schodząc bocznym ramieniem i przy okazji
zdobywając kolejny, niemal równie wysoki szczyt. Droga nie była łatwa -
zwęglona belka graniowa (jednak stabilniejsza od tych prowadzących do
głównego szczytu), krucheformacje ceglane... ale końcówka to już
bułeczka z masełkiem - łagodna ściana z szarego pustaka.
A oto niezdobyty szczyt - Mount Rudelest XIV.
I na koniec moja trasa: - czerwony trójkąt - niezdobyty wierzchołek - czerwone strzałki - nieudane próby wejścia filarami - zielone trójkąty - zdobyte szczyty - zielona linia - przebyta droga - żółty trójkąt - wierzchołek trekkingowy
Na koniec, dla odprężenia zdobyliśmy niższy i łatwy wierzchołek trekkingowy - huann pieszo, a ja z rowerem.
Zbliżał się termin XV Akcji GTWb: Powrót do przeszłości,
szukając materiałów do niej, trafiłem na biogram niejakiego Kazimierza
Nowaka. Po zapoznaniu się z nim, poczułem sympatię do tego człowieka,
który 75 lat temu przemierzył całą Afrykę z północy na południe i z
powrotem... na rowerze (głównie). A gdy zobaczyłem zdjęcia, poczułem
pokrewieństwo dusz. Poniżej przedstawiam sylwetkę podróżnika i kilka
zdjęć.
Kazimierz
Nowak urodził się 1897 roku w Stryju, potem przeprowadza się do
Poznania i podróżuje rowerem po kraju. W 1925 roku postanawia jako
korespondent prasowy i fotograf zarabiać na utrzymanie rodziny i odbywa
dwie podróże po Europie (Węgry, Austria, Włochy, Belgia, Holandia,
Rumunia, Grecja, Turcja), w 1928 dociera też do Afryki (Trypolitania).
W
1931 wyrusza ponownie do Afryki, by w ciągu pięciu lat przemierzyć
samotnie cały kontynent (rowerem, konno, pieszo i czółnem) z północy na
połucnie i z powrotem w sumie ponad 40 tysięcy kilometrów. Oczywiście
podczas podróży pisze relacje do europejskiej prasy i robi zdjęcia.
Po
powrocie do kraju planuje następną podróż, tym razem do Indii i Azji
Południowo-Wschodniej, jednak nie jest mu dane zrealizować planów, gdyż
jest wycieńczony malarią i w 1937 umiera na zapalenie płuc.