Nie zaczęło się fartownie. Bus którym jechaliśmy z Iwano-Frankowska (d.
Stanisławów), rozkraczył się w Worochcie. Dobrze że tam, to czekając
można było się chociaż kwasu z kija napić. Jako że nikogo z miejscowych
nie udało się namówić by nas zawiózł do Szybenego (widać wiedzieli jaka
tam jest droga... gdyby jakiś Gruzawik się trafił), to musieliśmy
kiblować 2,5 godziny na kolejny bus.


Czas oczekiwania umilały nam walki psów

Pociągi śmigały, ale nie tam gdzie my chcieliśmy

Wreszcie dojechaliśmy do Dzembroni (zmiana planów, bo zrobiło się
późno), przy szlaku w góry była reklama sauny... lekkomyślnie ją
zignorowaliśmy i tak weszliśmy do sauny - pierwszy dzień to wysoka
temperatura, kolejne dni to wysoka wilgotność, a do tego kąpiel w
zimnej wodzie. Zresztą zobaczycie sami na zdjęciach.

Na dzień dobry Słońce nas schlastało, a że powietrze stało, to upał dał nam w kość na podejściu.

A po drodze jakieś zielsko kwitło - jakiś fiołek, wężymord, omieg, pełnik, rododendron...





Dla urozmaicenia były porosty

Jak
weszliśmy wyżej, to okazało się że lada moment zwiększy się wilgotność. A o tym, że potopy
tu są solidne, świadczyły wyrzucone na grań meduzy jakieś

i kaszaloty

Aha, no i Biały Słoń który z Popa Iwana spoglądał na nasze obozowisko... ale tylko początkowo, potem znikał we mgle (weszliśmy w
fazę sauny z dużą wilgotnością powietrza)

O, z wodą jadą, pora więc kończyć i zaszyć się w namiocie.

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi, jak tylko przestanie padać:
- cz. 2
- cz. 3 i 4
Projekt S-Ł
Pomysł, by okeszować
linię pilawską wpadł nam do głowy jeszcze w 2010 wiosną, albo wczesnym
latem... początkowo projekt miał być z większym rozmachem (od
Skierniewic po sam Łuków), ale z mniejszym rozmachem (mniej skrzynek -
szacowaliśmy że na całej linii zasadzimy ze 30).
W 2010 w końcu
nie mieliśmy czasu - tyle co powstało logo Projektu i ogólne założenia. A
w tym roku zdecydowaliśmy skupić się na najbliższym odcinku (Puszcza
Mariańska - Tarczyn), bo całościowo nie dalibysmy rady logistycznie...
Nie porzucamy reszty projektu, pewnie wybierzemy się na jakieś wycieczki
weekendowe, kilkudniowe z sakwami pełnymi pudełek by rozbudować
projekt, ale to juz tak przy okazji.
Ten najbliższy fragment jest
bardziej dopracowany niz moglibyśmy to zrobic na dalszych odcinkach.
Rekonesans robiliśmy w zasadzie już od początku kwietnia przy okazji
różnych wycieczek, ale pełną parą ruszyliśmy nieco ponad dwa tygodnie
temu i od tej pory było siedem wycieczek w te rejony, których celem było
przede wszystkim wytypowanie miejscówek, a potem zakładanie skrzynek...
Wczorajsza to była taka żeby posprzątać - zainstalować hasło, zrobić
zdjęcie pociągowi międzynarodowemu, znaleźć łopatkę, którą zgubiłem przy
jednej ze skrzynek i założyć dwie ostatnie skrzynki.
No to
puszczamy - w sumie 27 skrzynek (22 S-Ł i 5 w pobliżu linii, przy
żwirowniach, stawach i kolejce grójeckiej). Jak ktoś ma okolicę w
zasięgu obserwowania, to rano dostał takie powiadomienia:

Na chwilę zdominowaliśmy mapę lokalną

i globalną

Pełna lista

A na koniec mapka (kliknij ją, żeby zobaczyć dokładniejszą, większą mapkę):

Oraz rozkład jazdy z 1986 roku... jako element jednej ze skrzynke. Kliknij by powiększyć.
Oto, proszę Państwa, Vielquie Vyściqui Vinnitchqóv im. Vielquiego Vinnitchqua.
Zawodnik drużyny opencaching.pl z trenerką lavinką


A oto ostatni etap wyścigu, vinnitchqui mozolnie wspinają się na ostatnią górkę.
Grupa czterech vinnitchquóv zdecydowanie wyprzedza peleton, który już nie jest w stanie ich dogonić.

Liderzy wyścigu, czy wynik już jest przesądzony, czy jeszcze kolejność się zmieni?

Finałowy slalom i pierwszy vinnitcheq przekracza linię mety!

W mgnieniu oka kolejne vinnitchqui finiszują depcząc zwycięscy po pięcie.

Niestety peleton nie zdążył do mety przed pociągiem, który miał przejeżdżać tędy półtorej godziny temu.
Przypomnijmy,
że nagrodą jest zupa z vinnitchóv dla zwycięskich trenerów. Niestety z
powodu spóźnień pociągów, przez co pula nagród została zmiażdżona,
tegoroczny poczęstunek był wyjątkowo skromny.