Jadę z Bihaca do Bosanskiej Krupy wzdłuż rzeki Una. Przełom Uny robi się coraz bardziej malowniczy, a kadry atakują - mostem kolejowym w mgiełce, opuszczonymi budynkami kolejowymi i
minami. Z tymi minami to jest tak, że przez jakiś czas właśnie wzdłuż
Uny przebiegała linia frontu, a potem chyba nikomu nie zależało na
rozminowaniu, bo obecne rozwiązanie jest traktowane jako tymczasowe, a jak znowu się zacznie jakiś konflikt, to strefy zaminowane
zawsze mogą się jeszcze przydać. Ale prowizorki bywają zadziwiająco trwałe, ta trwa już dobrych kilkanaście lat... prawie dwadzieścia i miejmy nadzieję, że jeszcze trochę to potrwa, a jeśli się rozpadnie to bezboleśnie jak Czechosłowacja.
Przełom Uny był bezludny - ot rzeka, skały, las, droga i linia kolejowa, a chyba najbardziej szokujące było to,
że gdy po lewej stronie drogi już się zaczynały zabudowania na
przedmieściach Bosanskiej Krupy, to po prawej były miny (tam właśnie było najwięcej
tabliczek).





