wtorek, 30 września 2014

Blue Beczka

Hej, coś tam jest!




Olaboga! Chodu!



Halo, jest tam kto?



Dzień dobry, czołem, cześć
Pytacie co dziś jeść
Jestem wesołym skrzatem
Mam beczkę tam za krzakiem
W niej chlebek, serek, kwas
Powtarzam zatem jeszcze raz...




środa, 24 września 2014

Most kolejowy w Dęblinie

Ten na Wiśle... bo drugi mniejszy jest na Wieprzu. Czyli 447,5m nitowanej konstrukcji w pięciu przęsłach.








No dobra... most czy wiadukt? A może rzeka wyschła?







O, jest i Wisła!







Parę linków na zahętę:
- filmik z przejazdu mostem
- kalendarium budowy, wysadzania i odbudowy
- kilka zdjęć współczesnych i archiwalnych

czwartek, 11 września 2014

Pan Dziadek z Łotwy

Jak przechodziliśmy z Kluską obok Lidla, zauważyliśmy starszego pana z rowerem i wielką przyczepką. Okazało się, że jest to Leintijs Romanovskis, czyli 74-letni rowerzysta z Łotwy, który po śmierci żony i pokonaniu cukrzycy jeździ rowerem po Europie i odwiedził już ok. 20 krajów.

Polskę odwiedza już po raz dziesiąty, co nie dziwi bo jak jedzie na zachód lub południe Europy, to tędy najprościej. Co ciekawe, jego ojciec był Polakiem.



Gdy wyjechał w podróż pierwszy raz, jechał na białoruskim rowerze, dojechał do Capri i tam rower się rozpadł... Włosi pomogli mu zebrać pieniądze na bilet lotniczy do domu. Po powrocie zarobił na nowy rower i kupił ten właśnie którym teraz podróżuje.



Leintijs pokazał mi kronikę w której zbiera pamiątki z podróży (znaczki pocztowe, bilety, wycinki prasowe o nim i inne takie), ale też pieczątki, podpisy i zdjęcia przedstawicieli władz państwowych i lokalnych (był na przykład wpis prezydenta Żyrardowa), czy wpisy dzieci.



Rowerzysta stał pod Lidlem i zbierał pieniądze na dalszą podróż (teraz już powrotną - przez Warszawę do Łotwy), miał kartkę z prośbą o drobny datek. Powiedział że jeszcze jakiś czas tu będzie, więc popędziłem do domu po lavinkę... Kluska aż się rozpłakała że opuszczamy Pana Dziadka.





Trochę się spieszyliśmy, bo zaraz ruszaliśmy nad Bzurę, a chciałem jak najszybciej dotrzeć pod sklep, bo nie wiadomo czy aby ochroniarze nie pogonią podróżnika (ale nie, przy nas jeden z ochroniarzy wrzucił monetę do skarbonki). Chcieliśmy dać jakąś pamiątkę z Żyrardowa do kroniki, ale na szybko trudno było coś w domu znaleźć... w końcu znalazłem stary bilet MZK Żyrardów (który już nie istnieje, komunikację miejską obsługuje teraz PKS Grodzisk Mazowiecki), skoro takie bilety widziałem w kronice.



lavinka przywiozła naszą osobistą pieczątkę z rowerem, toteż wbiliśmy się i wpisaliśmy do kroniki jako reprezentanci żyrardowskich cyklistów. Wspomogliśmy też drobną kwotą i daliśmy na drogę owoców z naszego rynku (jest teraz pełnia sezonu na śliwki, więc były to tradycyjne węgierki, oraz większe i słodsze śliwki tzw. mieszaniec), witaminy jak stwierdził Leontijs... Polskie owoce w obecnej sytuacji mają poniekąd podtekst polityczny.



Jak wyguglacie "Leintijs Romanovskis" to traficie na sporo notek prasowych, ale zapodaję kilka w których jest nieco więcej napisane - link1, link2, link3. Jest też już notka w serwisie żyrardowskim - link.




Łotewski rowerzysta przypomina trochę polskiego rowerzystę Mieczysława Parczyńskiego, który również po śmierci żony w wieku 65 lat wsiadł na rower i od 1986 do 2010 przejechał po Polsce 216 000km (osobiście go nie spotkaliśmy, ale jego wpis widzieliśmy w kronice w Grzudziądzu: link).

Przypomnę też spotkanie z Davide, włoskiego rowerzystę na którego wpadliśmy pewnego mroźnego stycznia w Warszawie.

piątek, 5 września 2014