Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Śląski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Śląski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 kwietnia 2008

Zdobycie Czupla

Pierwszy dzień, a właściwie pierwsze pół dnia w Beskidach zaczęliśmy ambitnie - zdobyliśmy Czupel (933 m.m.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Małego i tego pułapu nie przekroczyliśmy potem niemal przez tydzień.

Ale po kolei, znaczy z Bielska-Białej dojechaliśmy do Łodygowic.



Gdzie elegancko nas powitano.



Skąd ruszyliśmy spacerkiem w góry.


Ale się rozpędziliśmy i dotarliśmy do Japonii (drugiej?). I musieliśmy wracać, więc trochę drogi nadrobiliśmy.



A za wsią roztoczył się widok na Beskid Śląski (na Mały nie, bo w nim byliśmy). A konkretnie na Skrzyczne (po lewej i na drugiej fotce) i Klimczok.




Dalej drogi były różne.



Ale wszystkie wiodły do Karczmy Rzym... znaczy do diabła... a właściwie do Diablego Kamienia. Tfu, diabli nadali!



Tuż przed Czuplem zastał nas zachód Słońca... albo ktoś podpalił las, trudno ocenić.



A w dole Jezioro Międzybrodzkie



A oto i sam Czupel.




Potem już było z górki przez Magurkę Wilkowicką do chatki pod Rogaczem. A drogę oświetlała nam Bielsko-Biała.


poniedziałek, 3 marca 2008

Pocztówka z Beskidu Śląskiego 2

Druga wycieczka w Beskid Śląski. W niedzielę (17.02.2008) nigdzie nie jechaliśmy, tylko prosto z Lipowca ruszyliśmy w góry, przez Żar, Lipowski Groń (a raczej ich stokami) na Równicę. Tam było sporo ludzi, bo pod nią są knajpy, parkingi, ale jak już się przez to przebiliśmy, to zrobiło się pustawo i spokojnie przez Orłową dotarliśmy na pierwszy z Trzech Kopców.

Mieliśmy schodzić do centrum Wisły, ale Marta stwierdziła, że bliżej jej będzie podjechać do Dobki (Wisła Doba? Ustroń Dobka? A HGW, niech będzie po prostu Dobka).

Na Równicy



Wielka i Mała Czantoria, oraz kolejna knajpa budowana jeszcze wyżej... niedługo na samej Równicy też będzie knajpa.



Herbatka i jabłecznik tuż przed Orłową.



Trzy Kopce, czyli cel naszej wycieczki - schowaliśmy się w krzakach na herbatkę, bo trochę piździło.



Trzy szyszunie (modrzew!) pod Trzema Kopcami. Dodam jeszcze, że schodząc do Dobki dokonaliśmy epokowego odkrycia geograficznego, a mianowicie dotarliśmy do źródeł Wisły.



Podczas wycieczki towarzyszyły nam stada zwierząt:
- kundel w okolicach Orłowej, który nie szczekał, nie gryzł, nie łasił się, tylko biegał i grzebał w śniegu
- czarny pies, biały pies, a oba nadzwyczaj rozszekane,
- natknęliśmy się też na tropy dzikich i z pewnością krwiożerczych bestii.






Drzewa groźnie na nas patrzyły.



Minęliśmy też zagrodę satanistów.


Ale widoki były ładne, można było się odprężyć, zwłaszcza, że w wielu miejscach przed groźną przyrodą chroniły nas solidne ogrodzenia i zasieki.








Zobacz też:
- Pocztówka z Lipowca
- Pocztówka z Beskidu Śląskiego 1
- Więcej zdjęć na Picasie

sobota, 1 marca 2008

Pocztówka z Beskidu Śląskiego 1

W Lipowcu byliśmy dwa i pół dnia, nie siedzieliśmy więc na miejscu, tylko dwa razy wybraliśmy się na całodniowe wycieczki. Oto pierwsza z soboty (16.02.2008).

Marta podwiozła nas w inny rejon Ustronia, skąd ruszyliśmy na Wielką Czantorię (ale nie przez Małą), potem przez Soszów (Mały i Wielki) na Stożek (Mały i Wielki), skąd przez Kiczory (bo co to za wyjazd w góry bez zdobytej Kiczery jakiejś) do Wisły Głębce, gdzie już czekały na nas Marta z Basią...

Ale z Wisły nie wróciliśmy od razu do Lipowca, tylko powiozły nas do Zbójnickiej Chaty pod Równicą, gdzie już czekali na nas ich znajomi. Jednakże knajpę zamykali już o 21-ej, więc spotkanie musieliśmy jednak przenieść do Lipowca.

A teraz po kolei. Podejście na Czantorię było ciężkie, bo znaleźliśmy się pod obstrzałem.



W krzyżowym ogniu armatek śnieżnych zrobiło się naprawdę gorąco.



W końcu wyszliśmy ze strefy rażenia, oraz całej tej kurzawy i ukazały się widoki. Oto widok na Lipowski Groń i Ustroń-Zawodzie (zwany też Ustroniem-Egipt).



W końcu wdrapaliśmy się na Wielką Czantorię, tam zaś wdrapaliśmy się na wieżę widokową.




Oto kilka panoramek z wieży (powiększenie po kliknięciu w obrazek, a potem w lupę).





Gdy wyszło słońce, zrobiło się wprost bajecznie.





Schronisko pod Soszowem. Zatrzymaliśmy się by coś zjeść i wypić. Dawid miał ochotę na coś kokretnego, natomiast mi wystarczały wafelki i czekolady spożywane po drodze, ale zbliżała się za to pora na kawę. I tu niespodzianka - na pytanie czy długo trzeba czekać na danie, otrzymaliśmy odpowiedź że długo (potem zobaczyliśmy dlaczego - kucharki miały przerwę obiadową). Odpaliliśmy więc herbatę z termosu, czekoladkę i ruszyliśmy dalej.

Przy okazji, zagadka matematyczna. Gdybyśmy chcieli się zatrzymać tutaj na nocleg, ile byśmy zapłacili?





O, stamtąd właśnie idziemy - Czantoria.



My byliśmy co prawda pieszo, ale spotkaliśmy rowerzystę, który pytał o drogę (a właściwie, czy daleko jeszcze).



Panoramka - z lewej największe to Skrzyczne, a z prawej to Barania Góra (na zoomie Skrzyczne).




Błękitna Strzała przejechała nam drogę.



Przed nami Wielki Stożek (ten stożkowaty), a to z lewej długie to Kiczory.


W schronisku pod Stożkiem zatrzymaliśmy się na żurek (stryjek Dawid), szarlotkę i kawę (wujek To Mi). Jako że cukier był płatny dodatkowo 30 gr. to wyciągnąłem z własnych zapasów, z dodatków zakupiłem namiejscu tylko śmietankę.



Rozważaliśmy pożyczenie sobie nart na zjazd do Wisły, ale niestety były dobrze przybite.


Osobiście chciałem wracać żółtym szlakiem przez Sałasz Dupne i Młodą Górę, ale do dziewczyny powiedziały, że do Istebnej po na nie przyjadą, a poza tym jeszcze by mnie kto o jaką pedofilię posądził. Next time i bez świadków. W końcu ruszyliśmy czerwonym szlakiem na Baranią Górę, ale że zrobiło się ciemno, to przemalowaliśmy szlak na niebiesko i zeszliśmy do Wisły Głębce.



Jeszcze tylko grzbietem Kiczor.




A stamtąd już tylko w dół na samo dno Wisły i to w miejscu niezłej głębiny.




A potem Marta Taxi do Zbójnickiej chaty, gdzie rozgrzaliśmy się grzanym piwkiem.


Zobacz też:
- Pocztówka z Lipowca
- Pocztówka z Beskidu Śląskiego 2
- Więcej zdjęć na Picasie