niedziela, 29 lipca 2018

Ogniem i sikawką (Walery Wątróbka)

Ostatnio strażacy byli na czasie, można nawet  powiedzieć, że był to gorący temat.Oto jak o przedwojennej straży pożarnej pisał Walerek ("Straż Mirowska" ze zbioru "Szafa gra"). W tej sytuacji Walerek, który zawsze chętnie pospieszy z pomocą i np. przed wojną ruszył z odsieczą do Abisynii prać mussolińczaków (1935-08-25 Dzien Dobry! ), teraz jedzie do Szwecji gasić pożary.

A zee Szwedami Walerek też miał doświadczenia zarówno  przed wojną (1937-06-28 Dzien Dobry!), jak  i po wojnie ("Nie dajmy się zagiąć" - str. 1 i 2, str. 3 ze zbioru "A to ci polka!").

rys. Jerzy Zaruba ze zbioru "Szafa gra"

Żyrardowscy strażacy wyruszają na akcję z koszar... może i do Szwecji



 
Muzeum Pożarnictwa w Niepokalanowie


Ogniem i sikawką

Drogie Czytelniki, miałem dalej dziś mówić o letniakach w Żerardowie, ale co innego mi się na język ciśnie. Głośno ostatnio o naszych strażakach, którzy pojechali Szwedziakom Potop zrobić. Nie chodzi to o rewanż sprzed paru setek lat, ale o to że będą ich ratować od klęski ognia i popiołu. Miło było patrzeć jak czerwoną kolumną zasuwają do mokrej roboty, chociaż już tego fasonu co przed wojną nie mają, jak gazowali z trąbieniem przez miasto i błyskali wyglansowanymi mosiężnymi czapkami, to dopiero było na co popatrzyć.

Ale i tak z tych emocji usiedzieć w domu nie mogłem, totyż postanowiłem również z odsieczą wyruszyć na północ. Zwłaszcza że początek lata był u nasz mocno deszczowy, to teraz będzie okazja fest się opalić. A musicie wiedzieć, że ja za honorowego rycerza świętego Floriana jestem, niejeden raz do rana gazowałem "Pod strażakiem" koło mirowskich koszar straży ogniowej. Namówiłem więc szwagra, który również jest również pierwszem fachowcem w robocie ogniowej, parę lat temu nazad robił za pomocnika malarza, gdy był remont remizy. Szykujemy się więc oba cwaj do podróży, a tu Gienia zaczyna cholerować, że w żadnym razie nas nie puści, bo Szwedziaki swego czasu z ichnim Orbisem przyjechali do nas większą wycieczką na kolubrynach i tak zwiedzali kraj wzdłuż i wszeż, że po tej awanturze wszyscy rodacy z podbitymi ślipkami chodzili i żadna cała szyba się w Polsce nie ostała.

Swoją rację małżonka ma, ale przetłomaczyłem jej, że po pierwsze primo Kmicic sam jeden jem w końcu kota pogonił i takie knoty dostali, że nawiewali aż się kurzyło i od tej pory dwa razy się zastanowią nim się w Polskie zapuszczą. A po drugie sekunde sąsiadamy jesteśmy, więc to normalne że od czasu do czasu jakieś mordobicie odchodzi. Jak na przykład Gienia ze Skubliszewską się czasami za loki wezmą, to potem przez tydzień poobijane chodzą, ale potem znowu są najlepsze psiapsiółki. Mało tego, trzeba wiedzieć że wtedy za kuzynów byliśmy, bo jak raz i u  nasz na tronie Szwedziak siedział, a w rodzinie to jeszcze gorsze awantury. Nieraz jak ze szwagrem mocno podkropione późno do domu wracami, to bywa że Gienia tak nas w ciemię talerzem, albo pogrzebaczem pizdnie, to tydzień albo półtora w łóżkach musiem się kurować. A Gienia jest w rzucie zastawą stołową pierwsza sportówka i na Olempiadzie może startować, także samo pogrzebaczem, wałkiem, czy inszym tłuczkiem prima sort fechtuje.

Ale wracając do Szwedziaków, to jeszcze trzeba pamiętać że dzięki niem Warszawa jest teraz za stołeczne miasto. Bo jak spojrzycie na ten słup przed zamkiem, to na górze nie sterczy jakiś taternik, co krzyża na Giewoncie się trzyma by nie zlecieć na pysk, tylko król Zegmont z pałaszem. Pomnik ten warszawscy rodacy mu wystawili, bo gdyby nie on, to Warszawa byłaby dzisiaj za jakiś Grójec, albo inny Parzęczew, a było to tak: wybory na króla się na Woli odbywali i za jednego z kandydatów był tenże Zygmuś, któren specjalnie ze Szwecji tu przyjechał, bo mu się widziała ta fucha. Kupa narodu się tu zjechała, kwater zabrakło, to ludziska w namiotach po ulicach spali, Zyzuś zaś ich tak zatrajlował, że koniec końców za króla się został. Pojechał więc do królewskiego M4 w Krakowie, ale stamtąd do rodziny w Szwecji daleko, kilka tygodni parowcami po Wiśle, a potem jeszcze po Bałtyku musiał zasuwać, zeby do stryja na imieniny przyjechać. A jak już dotarł, to okazywało się że za późno na ochlaj i koryto, bo goście wszystko wtrąbili. A jak mu się jeszcze chałupa w Krakowie sfajczyła, to powiedział:
- Chromolę, nie odbuduję tego Wawla, bo w cholerę stąd wszędzie daleko. Zasuwam do Warszawy, bo tam widzę że polskie króle nielichą chałupę mają, do której na letniaki przyjeżdżają. Nada się, tylko fest piec się obstaluje przed zimą, graty i służbę sprowadzi, to i cały rok się tu wytrzymie.

- Tak więc miłościo moja konsystorko i cywilna - kończę pogadankie historyczne - było nie było, jadziemy utrzymywać stosunki dobrosąsiedzkie...
- Ja ci dam stosunki zbereźniku jeden! Szwedki jedziesz podszczywać - i lu mnie z zaskoczenia, ażem się kopytami nakrył. Dopiero jak mnie zamroczenie minęło, żem jej przetłumaczył zawiłości języka ojczystego, ale i tak krzywo na mnie patrzyła i klątwy mruczała pod nosem.

Ze szwagroszczakiem szybko sie spakowaliśmy, zabraliśmy skrzynkie czystej i półliterek gorzkiej do zakrapiania, bo przecie o suchym pysku z żywiołem walczyć nie będziem, a tam ponoć wyrób monopolowy pod udziałkiem. Takie prawo obowiązuje, że zaczem jeden głębszy się wychyli, obiad z trzech dań z komputem trzeba opchnąć, znakiem tego z samą zagrychą problemu być nie powinno, tylko słoik korniszonków i dwa jajka na drogę wzięlim.

Cała kamienica nas żegnała ze łzamy w oczach, kiedy wyruszaliśmy, sąsiad nas nawet zaopatrzył w gasnicę z samochodu, bo mu rok temu nazad ważność straciła. Zasunęlim od razu na dworzec i kapujem w telewizorek jaki najbliższy pociąg na północ. Grodziszk nie, bo na zachód, Radom znowuż na południe, Tłuszcz...
- Dobra, jadziem na Tłuszcz - wyrwał się Piekutoszczak.
- Co ty, zupełnie Cie pogrzało? Przecież to na wschód.
- W Tłuszczu się przesiadasz na Ostrołękie, a to już prosto na północ.


Pociąg Warszawa - Tłuszcz

Co racja, to racja, no to kupiliśmy bilety i czekamy na peronie. Ale szwagier tak mnie zatrajlował, że gdy wjechał pociąg nie zdążyłem zobaczyć co ma na czółku napisane. Pytam więc jakiegoś faceta:
- Panie, jaki to pociąg?
- Zielony.
- Dokąd...
- Do połowy.
- Na Tłuszcz on?
- Nie, na elekstrykę.
Nagła krew mnie zalała, bo niewąsko nasz obciął i to trzy razy z rzędu. Ale udało mi się utrzymać nerwy na wodzy. Szwagroszczak nie utrzymał i lu go w mordę.
- Ożesz ty flimonie za baczki szarpany, z poważnych podróżnych w służbie ojczyzny na pomoc bratnim narodom jadących żarty sobie stroisz? Drakie humorystyczne publicznie uskuteczniasz? Już ja ci pokażę taki kabareton, że przez miesiąc będziesz się tarzał ze śmiechu w Szpitalu Praskiem jak cię będą składać do kupy - i jak mu nie poprawi z drugiej strony, jak nie przyłoży jeszcze raz. Kotłowanina nielicha się zrobiła, aż SOKiści przylecieli, nasz za halc i na komisariat, gdzie do rana  mnie ze szwagrem zamkli. A dlaczego? Za to że chcieliśmy informacje turystyczne uzyskać u jakiegoś lebiegi w te i nazad Poniatoszczakiem na Pragie pędzonego.

Wyspaliśmy się w państwowem pensjonacie i rano z powrotem zasuwamy na dworzec. Tem razem kapujemy co to za pociąg, żeby znów się głupio nie naciąć. Tłuszcz przyjechał, załadowaliśmy się, a ponieważ śniadania nam nie dali w mamrze, napoczęliśmy flaszkie pod te jajka. Pociąg ładnie zasuwa, aż nagle stanął w szczerym polu, stoi i stoi. Zaniepokoiło nas to deczko, bo na przesiadkę mamy ledwie kwadrans i to niecały. Akurat przyszła konduktorka sprawdzać bilety, więc pytam czy zdążymy.
- To zależy ile jeszcze postoi. Nieraz jak przytrzymają pod Rembertowem dłużej, to trzeba dzwonić że są pasażerowie na Ostrołękę - westchnęła i przysiadła na chwilę -  Kiedyś wjeżdżamy spóźnieni do Tłuszcza i widzę, że Ostrołęka rusza z peronu, więc dzwonię i pytam "Ostrołęka, dlaczego odjeżdżasz!?", a on na to "Mam zielone światło, to jadę"... a to było tylko 5 minut i powinno wystarczyć na skomunikowanie, a teraz weź czekaj do południa na następny.

Zapowiada się więc nerwówka i bieganie po peronach, no to żeby być w formie na te sportowe wyczyny, wyciągamy kolejną buteleczkie i bierzemy się za korniszonki. Do Tluszcza wjeżdżamy na styk, wypadamy z pociągu i galopem do tunelu, ale gdy wypadliśmy na drugi peron, to nas zamurowało. Zamiast porzundnego pociągu stoi jakiś wagonik, co to nim się zacznie już się kończy. Za nami po schodach wchodzi zaznajomiona wcześniej konduktorka.
- Autobusik, autobusik. Wsiadajcie panowie śmiało.
No to wkitowaliśmy się do środka, a tam z wyglądu ni to ogórek, ni to Autosan, takżesamo klimacik wycieczki autokarowej, w środku grzybiarze, wędkarze, wycieczka studenckiego klubu turystycznego ze średnią wieku 45 lat. No teraz tyle się studiuje, bo jak obywatel zrobi inżeniera czy magistra, to okazuje się że na nikim wrażenia to nie robi i trzeba się się brać za drugi, trzeci fakultet, a latka lecą. Ale równe młodziaki byli, ogórki nam się skończyli, to podzielili się swoją wałówką, my zaś zrewanżowaliśmy się kolejną butelczyną wyrobu wysokowyskokowego i tak wesoło minęła nam podróż.





szynobus Tłuszcz - Ostrołęka

A w Ostrołęce kapota, okazało się że żaden pociąg dalej nie jeździ, pekaesów takżesamo nie ma. Zasiedliśmy więc w barze "Pod Semaforem" i radzimy co dalej. Zamówiliśmy kilka kolejek, żeby zapasów bardziej nie uszczuplać. Aż tu nagle słyszymy z radia, że w Grecji pali się tak samo, jeżeli nie bardziej jak u Szwedziaków. Bez namysłu zdecydowaliśmy, że trzeba zasuwać na ten antyczny półwysep i ratować staroświeckie pamiątki.
- Widzisz Feluś - zasuwam gadkie - nasze dzielne strażaki we Szwecji już pewnie dogaszają popiół, więc nic tam po nas, jadziem z powrotem w dół globusa ratować Bałkańczyków.

Tyle że "Pod Semaforem" przegazowaliśmy resztę fonduszy na podróż. Ale cóż, strażakom fondnęli prom za darmochę, to nam się pociąg należy, totyż na pewniaka pakujemy pakujemy się bez biletów. Ale co z tego, skoro konduktor był żłób nieużyty i nic poza własnem  podwórkiem go nie obchodziło. Szwagier zbeształ go publicznem słowem i w ucho dał zeby nauka się utrwaliła, ale w stolycy już na nas czekali granatowi funkcjonariusze i znów mieliśmy nocleg na koszt państwa.

W ten deseń nie udało się udzielić braterskiej pomocy zaprzyjaźnionym narodom i zostaliśmy w Warszawie. Może to i dobrze, bo jak strażaki rozjadą się na wszystkie strony ratować całą Europę, to kto będzie gasił, jak pożar u nasz wybuchnie? Wiadomo - ja ze szwagrem.

Wątróbka i Piekutoszczak potrzebni od zaraz! (1934-05-13 Dzien Dobry!)

Walerek się chyba  zapłacze! (1934-04-29, Dzień Dobry !)



No i na koniec wycinek o tym, że praca strażaków bywa niebezpieczn. Swoją drogą, u nas na Mazowszu to ludzie mieli fason, przyjechali strażacy gasić stodołę, to jeszcze dostali po mordzie.


 1934-05-27, Dzień Dobry!

Zobacz też poprzedni odcinek o podróży na letniaki do Żyrardowa:

wtorek, 24 lipca 2018

Luxtorpeda Mazowiecka (Walery Wątróbka)

Czytamy Wiecha nad zalewem

To było tak, będąc z rodziną nad świeżo otwartym Zalewem Żyrardowskim, przeczytałem kilka felietonów Wiecha ze zbioru "A to ci polka!", przy czym jeden w sam raz wakacyjny (tekst - strona 1 i 2, oraz strona 3). Ciekaw byłem co by Walery Wątróbka napisał o pobycie w Żyrardowie i tak sobie pomyślałem, a dlaczego by go tu nie zaprosić na letniaki? 

W ten sposób powstało kilka kawałków à la Wiech z Walerkiem w roli głównej, o tematyce wakacyjnej. Pierwszy poniżej, następne w kolejnych wpisach. Mam nadzieję że świętej pamięci Autor nie ma nic naprzeciwko, że zaopiekowałem się jego bohaterami, i w grobie się nie przewraca, tylko pije nasze zdrowie tam na górze w barze wiecznej obsługi.

 
Nagłówek stałej rubryki w dzienniku "Dzień Dobry!", 1933

Luxtorpeda Mazowiecka

Długo żeśmy się z Gienią zastanawiali gdzie w tem roku na wakacyjny fajrant pojechać. Szwagier nam podpowiedział, że odkąd fabryki poupadali, a na te co zostały filtry pozakładali, to powietrze w miastach fabrycznych dwa razy lepsze niż w uzdrowiskach i smoków tam mniej. Tak więc wybraliśmy się do Żerardowa na letniaki, raz że blisko, dwa że kolej bez przesiadki dojeżdża, a trzy że przed wojną trzy lata tam mieszkałem*, więc chciałem zobaczyć stare kąty.

No, z tem powietrzem to znowu takiej rewelacji nie ma, bo jak przejedzie dizel z zeszłego stulecia, to człowieka zatyka jakby naraz wypalił paczkie sportów. Jednak trzeba zaznaczyć, że tak jest i u nasz - kiedyś w zabronioną na handel niedzielę, tułałem się przez pół Pragi by kupić chleba naszego powszedniego, którego nam w domu zabrakło. Nim nabyłem szybką czterdziestkie, jakiś młodziak w starszym od niego struplu zasunął obok z piskiem opon i zostawił za sobą taki kłąb czarnego dymu, że jak z niego wyszedłem cały byłem na czarno. Gienia mnie potem do domu nie chciała wpuścić, tłomaczyła się że myślała iż to jakiś obcy Murzyn się dobija.

W każdem bądź razie udaliśmy się na dworzec śródmiejski z małoletnią siostrzenicą, którą dostaliśmy na przechowanie żeby nas nuda na prowincji nie zeżarła. Najpierw długo stojeliśmy na niewłaściwej placformie, a to dlatego że zdjęli tabliczki na których pisało w którym kierunku pociągi stąd ruszają. Nie wiem czemu, jak człowiek widział wypisane Kierunek Kobyłka, Grójec, czy inszy Parzęczew, to wiedział że to nie tu i trzeba poszukać kierunku Żerardów albo w ostateczności Skierniewice. Jak już przeflancowaliśmy się na dobrą placformę, to podjechała taka luxtorpeda że strach było wsiadać żeby dopłaty tysiąc procent nie dostać. Dopiero jak siostrzenica nam przetłumaczyła, że teraz same takie jeżdżą, to wsiedliśmy ale jednak tak trochę w strachu co z tego wyniknie. Ano nic nie wynikło, jak przyszedł konduktor, to wziął bilety, przeleciał promieniami nadczerwonymi po kwadracikach, po czym jak bipnęło we właściwą nutę, to podstemplował się i poszedł dalej.

45WE Impuls Kolei Mazowieckich

Dawniej jak fabryki pełną parą grzali, to po zapachu się poznawało miasta. Żerardów na ten przykład tak walił zacierem z gorzelni, że człowiek jeszcze trzy stacje miał humorek od wysokoprocentowego powietrza. Teraz jak filtry na te drożdże założyli, to na niuch nie da rady trafić. Po krajobrazie także samo się nie pozna, bo mury naobkoło pobudowali i pociąg tunelem jadzie. Żeby wysiąść gdzie trzeba, musiem patrzeć w takie telewizorki pod sufitem, gdzie nazwę stacji wyświetlają, jednakowoż z tym jest problem, bo przesuwa się tam dużo różnych rzeczy - godzina, data, kto obchodzi imieniny, temperatura, prędkość, stacje od początku do końca trasy, a jak pokażą nazwę najbliższej stacji, to jeno mignie i o wiele się przegapi, to trzeba się wślepiać następne pięć minut aż znowu się pojawi. 

Z temi imieninami, to  wiadomo czyje zdrowie dziś pić, widać że ktoś tronkowy układa ten program. No to zdrowie Erwina! Szymon, sto lat! Niech żyje Kamil! Jest jednak niebezpieczeństwo w dłuższych podróżach, bo jak wznosiłem toast przy każdym wyświetleniu imion, to do Żyrardowa dojechałem lekko pod gazikiem, ale już do takiego miasta Łodzi zdążyłbym się zdrowo naoliwić. W ten deseń na podróż nad morze, w góry, czy na Mazury zapowiada się nielichy ochlaj, a pasażer dojechałby zabalsamowany na amen, a wiadomo że obywatel pod humorkiem jest skory do różnych psikusów i prosto z pociągu zamiast do domu wczasowego, mógłby być szybkiem transportem odwiedziony na komisariat i do Żłobka Wytrzeźwień. Tak więc pomysł niegłupi, ale radziłbym tak układać program, żeby mniej imienin, a więcej stacji dla wysiadających podawać.

45WE Impuls Kolei Mazowieckich

Można też słuchać takiej więcej przystojnej na głosie facetki, co opowiada gdzie się zaraz zatrzymamy. Gieniuchna strasznie cholerowała, że jakaś makolągwa się jej mądrzy koło ucha na cały głos. Przy trzeciej zapowiedzi nie wytrzymała i obsztorcowała siedzącą obok paniusię, aż musiałem ją odciągnąć i przetłumaczyć, ze to z głośniczka idzie ten głos, jednak z kolejnym ogłoszeniem zerwała się z siedzenia:
- Jak za kok złapię tę w te i nazad za odnulację szarpaną, to wysadzę zaraz na tej stacji co ją lekramuje.
- Nie rób mnie wstydu miłościo moja konsystorska, nikt w naszem przedziale lekramy stacji nie uskutecznia, tylko konduktorka głosowa siedzi sobie obok maszynisty i przez telefon zasuwa te ogłoszenia. Filuje przez przednie okienko na tabliczki i z wyprzedzeniem nam je czyta, żeby każden jeden zdążył wysiąść.
Gienia trochę się uspokoiła, ale i tak za każdym ogłoszeniem  krzywo zerkała na współpasażerki.

Faktycznie rozwija się nasza kolej i pojazdy w deseczkię posiada, a jeździ się tak samo jak i kiedyś, tylko na odwrót. Dawniej jak udawaliśmy się latem linią otwocką nad Świder, to w pociągach było niemożebnie gorąco i podróżny ugotowany na twardo wychodził, zimą znowuż jak zasuwaliśmy do Radomia odwiedzić ciotkę Kuszpietowską, kalafiory lodowe wyrastały spod okien, drzwi i pasażerowie zamarzali. Teraz wsiadamy, a tu mimo lata taka lodówka w środku, że zaraz założyliśmy wszystkie ciuchy na siebie i nadal się trzęśliśmy z zimna. Jesionkie i kożuch w domu zostawiłem, nie wiedziałem że w środku lata mogą się przydać. Na szczęście nie zdążyliśmy zamarznąć, bo ze względu na remont na trasie pociąg dojechał szybciej niż normalnie. Nadal nie wiem jakim cudem, podobnież dlatego że jechał boczkiem i zatrzymywał się na co drugiej stacji, ale jak ja pamiętam remonty, to pociągi przez remonty wcale nie kursowali, albo trzy dni opóźnienia mieli. No cóż, co luxtorpeda, to luxtorpeda.



Na koniec jeszcze jeden wakacyjny kawałek z Walerym Wątróbką, ale tym razem nie żadna podróbka, tylko oryginalny, przedwojenny Wiech z coniedzielnej rubryki w dzienniku "Dzień Dobry!": 1933-08-13

*) - a to nie jest mój wymysł na potrzeby tego wpisu, faktycznie Walerek pisał przed wojną o tym, że mieszkał w Żyrardowie:

1934-09-09  Dzień Dobry!

wtorek, 17 lipca 2018

Przegląd taboru Kolei Mazowieckich

W zeszłym roku Koleje Mazowieckie ogłosiły przetarg na dostarczenie 71 elektrycznych zespołów trakcyjnych (ezt). 61 pięcioczłonowych i 10 dwuczłonowych na boczne, mniej obciążone trasy (w rejonie Radomia). Przetarg wygrała firma Stadler i wygląda na to, że ona dostarczy Flirty 3. Dodajmy, że Koleje Mazowieckie już eksploatują Flirty, tylko że starszej generacji.

Poniżej wizualizacja, do malatury nie ma co się przyzwyczajać, bo to standardowy wzór z wizualizacji Stadlera, tylko z zastosowaniem barw KM.

Stadler Flirt 3

Pierwsze Flirty z tego zamówienia powinny trafić na Mazowsze już w 2018 roku (choć w niektórych wiadomościach jest mowa o 2019), ale realizacja zamówienia ma trwać aż do 2022. Zanim jednak nowe maszyny wyjadą na mazowieckie tory, rzućmy okiem co po nich w tej chwili jeździ.

Trzon floty Kolei Mazowieckich stanowią ezt (czyli elektryczne składy, które nie mają lokomotywy, a na początku i na końcu jest kabina maszynisty - żeby więc zmienić kierunek jazdy nie trzeba nic przetaczać, wystarczy że maszynista musi się przesiąść z dotychczasowego przodu na tył).

Poniżej ezt-y na Olszynce Grochowskiej - Impulsy, Flirt, Elf (za Flirtem), EN57 i EN57AL.

Koleje Mazowieckie Olszynka Grochowska

Warszawa Powiśle - EW60, EN57 i EN57AL.


EW60, EN57 i EN57AL - Warszawa Powiśle

EN57 - gdy powstawały Koleje Mazowieckie, zaczynały wyłącznie z EN57 na stanie (184 sztuki). Jednostki te przez lata były i w zasadzie nadal w znacznym stopniu są podstawą ruchu lokalnego i regionalnego w Polsce. W latach 1962–1993 wyprodukowano ponad 1400 sztuk EN57. Tak długi okres produkcji spowodował, że wyprodukowano różne wersje tego pojazdu, różniące się między sobą różnymi elementami (przykładowo na poniższych zdjęciach - na pierwszym kabina maszynisty ma z przodu trzy okna, a na drugim gdzie jest nowszy EN57, ma dwa okna). KM zakupiły też w późniejszym okresie pewną ilość EN57 (min. z krajów b. Jugosławii).

W zasadzie wszystkie jednostki są w większym lub mniejszym stopniu zmodernizowane (choćby wymiana siedzeń), jednak przyjęło się że zmodernizowanymi nazywa się te pojazdy, które przeszły gruntowną przebudowę, co zaowocowało min. zamontowaniem klimatyzacji, nowych toalet, silników itp. zewnętrznie zaś poznajemy je po zmianie ściany czołowej i nowym oznaczeniu (jednostki zmodernizowane to zwykle już nie EN57, tylko EN57AKM, EN5AL). W związku z zakupami nowego taboru KM planują wycofanie pozostałych niezmodernizowanych EN57. Obecnie KM posiadają 47 EN57, 71 EN57AKM i 66 EN57AL.

EN57 składa się z trzech członów (skrajne rozrządcze i środkowy silnikowy), mogą jeździć sczepione po dwa (w tzw. trakcjii podwójnej), a nawet po trzy (trakcji potrójnej), jednak dawno nie widziałem potrójnego składu, ostatnio bodaj podczas któregoś remontu.

EN57
EN57

Poniżej na zdjęciu EN57AKM, podobne czoło (choć z drobnymi różnicami) mają też EN57 SPOT (pierwsze gruntownie zmodernizowane jednostki, ale bez zmiany oznaczenia głównego)... miały też EN57KM, te jednak w międzyczasie zmodernizowano na EN57AKM.



Natomiast EN57AL to najnowsza modernizacja jeżdżąca w barwach KM.




EN71 to w zasadzie czteroczłonowa wersja EN57, do którego dostawiono dodatkowy człon silnikowy, miało to zwiększyć moc tej jednostki, by lepiej sobie dawała radę na linii Kraków-Zakopane. 12 sztuk trafiło też do Jugosławii. Produkcja seryjna miała miejsce w 1976 roku (20 sztuk), jednak w latach późniejszych również zestawiano czteroczłonowe jednostki z członów EN57.

6 jednostek wróciło później do Polski i po zmodernizowaniu (1 EN71 SPOT i 5 EN71KM) zostały zakupione przez Koleje Mazowieckie.

EN71

EW60 to kolejna wersja EN57, w 1990 wyprodukowano 2 sztuki dla trójmiejskiej SKM i na tym się produkcja skończyła. EW60 jest trójczłonowe jak EN57, ale było przygotowane do obsługi kursów aglomeracyjnych i w związku z tym posiadało aż po cztery pary na człon i nie miało schodków umożliwiających wsiadanie z niskich peronów.

Podczas drugiej modernizacji zostało zlikwidowanych połowa drzwi (czyli po dwie pary na człon) i obecnie posiada tyle co zwykłe EN57, tyle że inaczej rozstawionych - na zdjęciu poniżej.

Zobacz też: pocztówka z EW60 (po pierwszej modernizacj)

EW60

ER75 Flirt - to pierwszy wyprodukowany w XXI wieku pociąi, zakupiony przez Koleje Mazowieckie, 10 jednostek trafiło tu w 2008 roku. Były to także pierwsze Flirty jeżdżące w Polsce, Stadler żeby spełnić warunki zamówienia (dla woj. mazowieckiego i śląskiego) uruchomił zakład montażowy w Siedlcach, gdzie powstały tamte Flirty i teraz będą montowane Flirty 3 z najnowszego zamówienia.

Flirty obsługują trasę Warszawa-Siedlce (choć sporadycznie można je także spotkać na innych trasach, na przykład ostatnio widziałem Flirta w Żyrardowie). Są one czteroczłonowe (Flirty 3 będą pięcio- i dwuczłonowe), jednak taka czteroczłonowa jednostka jest nieco tylko dłuższa (o ok. 9m) od trzyczłonowej jednostki EN57.

Zobacz też: pocztówka z Flirtem

ER75 Stadler Flirt

EN75 Elf to kolejny nowoczesny ezt zakupiony przez Koleje Mazowieckie, tym razem wyprodukowany 16 czteroczłonowych jednostek (o długości zbliżonej do Flirtów) trafiło do KM w latach 2011-2012. Elfy były pierwszym pojazdem, który został pomalowany we wzór wybrany w konkursie, odtąd wszystkie nowe pojazdy KM otrzymywały indywidualną malaturę.

Obsługują one przede wszystkim Linię Lotniskową (W-wa Lotnisko Chopina - Modlin), oraz trasę Warszawa - Działdowo (z Warszawy Zachodniej koleją obwodową przez Warszawę Gdańską do Ciechanowa lub Działdowa). Ale i Elfy da się czasem spotkać gdzie indziej, w Żyrardowie też ze dwa razy widziałem.

EN75 Pesa Elf

45WE Impuls to najnowsze ezt w barwach KM, 12 pięcioczłonowych jednostek jest użytkowanych od 2015 roku i obsługują linię Warszawa - Żyrardów - Skierniewice. Są dłuższe Flitry i Elfy użytkowane przez KM (dla porównania czteroczłonowy Impuls jest podobnej długości co czteroczłonowy Flirt, czy Elf), a co za tym idzie dłuższe od EN57. Impulsy wyprodukował nowosądecki Newag.

Zobacz też: pocztówka z Impulsem

45WE Newag Impuls

Oprócz elektrycznych zespołów trakcyjnych Koleje Mazowieckie od 2005 roku użytkuje też szynobusy, czyli wagony motorowe (a zatem jednoczłonowe i spalinowe), oraz dwuczłonowe spalinowe zespoły trakcyjne, które obsługują boczne trasy, często niezelektryfikowane (więc elekstrycznych składów nie da się na nie puścić.

A zatem jeżdżą na trasach Nasielsk-Sierpc-Płock, Tłuszcz -Wyszków-Ostrołęka, Siedlce-Siemiatycze-Czeremcha, czy Legionowo-Nieporęt-Radzymin-Tłuszcz.

Pierwsze szynobusy trafiły do KM już w 2005 roku,  niedługo po powstaniu spółki. Były to niemieckie VT627 i VT628 wyprodukowane w latach 70. W późniejszych latach były zastępowane przez nowszy tabor, tak więc coraz trudniej je spotkać.

VT627 to wagon motorowy, początkowo KM dysponowały 7 tego typu pojazdami, ale jeden został zezłomowany po wypadku na przejeździe. W tym roku jechałem takim z Tłuszcza do Ostrołęki i w tym rejonie można się spodziewać zarówno VT627 i VT628, bo są przydzielone do sekcji Tłuszcz.

Zobacz też: pocztówka z VT627


szynobus VT627

VT628 to natomiast dwuczłonowy spalinowym zespół trakcyjny, do KM trafiło 8 sztuk.

Zobacz też: pocztówka z VT628

szynobus VT628

SA135 to wagony motorowe, które KM stopniowo po jeden-dwa zamawiały u Pesy. W sumie zakupiły 7 sztuk, które na Mazowsze trafiły w latach 2011-2015. Najczęściej je widziałem na trasie Kutno-Płock-Sierpc-Nasielsk.

Zobacz też: pocztówka z SA135

szynobus Pesa SA135

222M jest zaś dwuczłonowym szt produkcji Newagu. KM mają ich 2 sztuki, jedna zaczęła kursować w 2013, później dokupiono drugą i jest w eksploatacji od 2015. Malatura została wybrana w konkursie.  Do bieżącego roku były to jedyne pojazdy tego typu w Polsce, ale teraz kolejne dwa trafiły na Podkarpacie. U nas można się ich spodziewać na trasie Siedlce-Czeremcha (albo nawet Warszawa-Cheremcha).

Zobacz też: pocztówka z 222M

szynobus Newag 222M


Oprócz ezt i szynobusów Koleje Mazowieckie posiadają jeszcze składy typu push-pull. Jest to skład wagonowy ciągnięty przez lokomotywę, jednak na końcu jest tzw. wagon sterowniczy z którego załoga kieruje pociągiem, gdy ten jedzie w drugą stronę (a lokomotywa będąca wtedy z tyłu pcha cały skład). Jest to więc pociąg, który łączy w sobie cechy składu wagonowego z lokomotywą (można bowiem zestawiać skład z różnej ilości wagonów) i ezt (nie trzeba przestawiać lokomotywy do zmiany kierunku jazdy, wystarczy że maszynista przejdzie do wagonu sterowniczego).


Twindexx to nazwa piętrowych wagonów typu push-pull produkcji Bombardiera, które w 2008 trafiły do KM. A dokładnie było to 26 wagonów środkowych i 11 sterowniczych. Po zakupie okazało się, że te wagony same nie jeżdżą, potrzebują lokomotyw, a tych nie zamówiono... zanim zakupiono odpowiednie lokomotywy, wypożyczono EU07 (bodaj od PKP Cargo), które nie są jednak przystosowane do składów push-pull i przez jakiś czas jeździły jako zwykłe składy wagonowe (można było zobaczyć lokomotywą doczepioną do wagonu sterowniczego).

Aha, są to jedyne Twindexxy w Polsce, a zresztą KM chyba jako jedyny przewoźnik w Polsce posiada składy typu push-pull. Obecnie jeżdżą jako pociągi przyspieszone praktycznie na wszystkich trasach z Warszawy, widywałem je jeżdżące do Płocka (przez Sochaczew i Łowicz), do Skierniewic i Żyrardowa, do Radomia, do Łukowa i Siedlec, do Działdowa i Ciechanowa... z latem także jako pociąg Słoneczny do Trójmiasta i Ustki.

Zobacz też: pocztówka z push-pullami



EU47 Hetman - w końcu jednak zakupiono odpowiednie lokomotywy, dostarczył je w 2011 roku Bombardier. Było to 11 lokomotyw TRAXX, które u nas otrzymały oznaczenie EU47, a w konkursach wybrano malaturę i nazwę Hetman (a następnie każda lokomotywa otrzymała jako patrona jednego z hetmanów).

Zobacz też: pocztówka z Hetmanem




EU07 - ze względów historycznych wspominam o tych lokomotywach, zwłaszcza że choć wypożyczone od PKP Cargo, jeździły w barwach Kolei Mazowieckich. Ciągnęły piętrowe wagony w latach 2008-11 zanim zakupiono Hetmany.



Ponieważ z dotychczas zakupionych wagonów na jeden skład przypadało średnio tylko 3-4 wagony (2-3 środkowe + 1 sterowniczy), zdarzało się że doczepiano z obu stron wagony sterownicze by zwiększyć długość składu (fotka z Hetmanem powyżej). KM postanowiły więc dokupic większą ilość wagonów środkowych, co pozwoliłoby wydłużyć składy, a ponadto po 2 wagony środkowe i 2 lokomotywy. Warunkiem była kompatybilność z dotychczasowym taborem typu push-pull. Niespodzianką było to, że w przetargu nie wystartował Bombardier, który wcześniej dostarczył KM składy push-pull.

Sundeck - to piętrowe wagony typu push-pull zaprojektowane przez Pesę specjalnie do tego przetargu, a więc prototypowe, a do tego te 20 środkowych i 2 sterownicze wagony jeżdżace od 2016 w barwach KM, to jedyne Sundecki w Polsce. Jak dokładnie z tą kompatybilnością jest, nie wiem, widziałem do tej pory składy ze środkowymi Sundeckami od Pesy, oraz sterowniczym i lokomotywą od Bombardiera, innych mieszanych zestawień nie widziałem.

Sundecki z Gamą można spotkać np. z Wiedence do Skierniewic (gdzie się pojawia drugi zestaw, nie wiem).. Natomiast środkowe Sundecki z Hetmanem i Twindexxem sterowniczym zdarza mi się widzieć jeżdżące w Bolimku do Żyrardowa (czasem jest to jednak w 100% skład od Bomardiera)

Zobacz też: pocztówka Gama + Sundeck




111Eb Gama - od 2016 roku jeżdżą również dwie lokomotywy elektryczne typu Gama od Pesy. Malaturę odziedziczyła po Hetmanie, oczywiście z dostosowaniem do nieco innej sylwetki (zwłaszcza czoła).

Zobacz też: pocztówka Gama + Sundeck




sobota, 7 lipca 2018

Mały Archeolog

Czyli piaskownica archeologiczna w ciechanowskim zamku... ale łopatki i sitka trzeba przynieść własne.



Zresztą chwilowo i tak by ka nieczynna ze względu na dużą wilgotność powietrza i obniżoną sypkość piasku... ale w chwili obecnej obiekt powinien mieć stuprocentową funkcjonalność.