Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plakaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plakaty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2014

Dżendery w Łowiczu

- Dzień dobry pani Pelagio.
- O, pan Marian Koniuszko! A witam, witam.
- Widział pan? Znowu nam się jakieś dżendery po mieście panoszą.




- To wszystko przez te związki chemiczne...
- Partnerskie.
- Chemiczne, przez te normy łejuropejskie,..dosypują nam te normy do mleka i ło.



- A ja myślę, że to broń biologiczna...
- Mówię pani, wszytko przez te Łunie.
- ... kurze grypy, czerwonki, żółtaczki, zieleniny, pomarańcze, granaty.... tera wszędzie te tęcze.





- Tera trza będzie pół miasta spalić, by wyplenić to pedalstwo.





Zobacz też: Przystanek Łowicz

piątek, 21 czerwca 2013

Wianki po żyrardowsku

W bardziej reprezentacyjnych miejscach Żyrardowa, czyli np. pod domem kultury na placu, czy tzw deptaku, są plakaty zapraszające na wianki... ale tylko takie ogólne (po kliknięciu w obrazek, zbliżenie na wierszyk zapraszający, zaś dokładny program jest tutaj).

Zamiast zerkać zza firanki,
przybądź do nas puszczać wianki!



Dopiero gdzieś w bok można natrafić na plakaty zespołów grających na Wiankach 2013, jako reprezentatywny, został wybrany... Fanatic.



A tu bonus, oprócz wymienionych na plakacie zagra jeszcze Tropic! Tłumy szaleją!



Kluska: Tata, idziemy na Wianki!
To Mi: Po moim trupie!
Kluska: Mama, daj siekierę*!
lavinka: Jarosław Siekiera będzie o 18:30.



*) to taka miejscowa tradycja, patrz: rozwód po żyrardowsku

sobota, 28 lipca 2012

Proszę Państwa, oto Łoś

Łoś, po prostu Łoś.


Łoś jaki jest, każdy widzi.


Raz na łosiu, raz Pod Łosiem.



Jedź Łośtrożnie!



Królestwo za łosia!



Łosie do rezerwatu!





A czy ty będziesz na Łosiowisku?!



piątek, 15 czerwca 2012

Guláš Fest Party

Wielkanocna zabawa to ważna impreza. Ale macie refleks... to było dwa miesiące temu i jest już po ptokach (dla koneserów teledysk Skupiny Pocit... link do jutuby otwierasz na własną odpowiedzialność).



Z pewnością chcieliście też wstąpić na Easthetic Festival i posłuchać Hudby z Marsu (np. tu, albo tutaj nieco inny kawałek)... ale mieliście marsjański poślizg w czasie.



Mam nadzieję, że na Guláš Fest Party jednak zdążyliście.  A gwiazdami wieczoru były Gruszki w smole
(audio-gruszkii), Oczy Helenki (i Uszy) i Żywe zwieracze.



W tym samym czasie trwał też Festival Lumen... trudny wybór, ale miłośnicy tanecznego dziwadła z pewnością wylądowali tutaj.



Wszystkich, którym na Słowację było za daleko i się nie wyrobili, zapraszam do Grodziska na Dzień Trzeźwości. Przegląd Twórczości Abstynenckiej zapowiada się nieźle.



A jak nie możecie się doczekać, to w najbliższą niedzielę koniecznie zajrzyjcie na Dzień Truskawki, gdzie znana podróżniczka - Truskawkowa Panienka, będzie opowiadać o swoich przygodach.





A na koniec coś zza południowej granicy dla Nocnych Marków.

niedziela, 18 marca 2012

Pojedynek Gigantów

Mieliśmy już pojedynek dyskotek ziemi łódzkiej, w szranki stawały:
- Matrix Club w Kędzirkach k. Brzezin
- Alibi Club w OSP Modlica k. Tuszyna

Teraz mamy pojedynek mazowiecki... Mazowsze Wschodnie reprezentuje:
- Nevada Club w Nurze

Dzisiaj rękawicę podjęła dyskoteka z Mazowsza Zachodniego:
- Speed Club w Rowiskach Starych k. Skierniewic


poniedziałek, 28 listopada 2011

Szlaki Pienińsko-Beskidzkie

Szlaki pienińskie były niebezpieczne, oj niebezpieczne...



A do tego trzeba było wracać tą samą trasą.



Ponieważ nie lubimy wracać tą samą trasą, ruszyliśmy w Beskid. Tu mielismy sporo szlaków do wyboru, postanowiliśmy wybrać ten najdłuższy.



A że rowerowy biegł we właściwym kierunku i że mieliśmy power, to nim podążyliśmy.



Kilku rowerzystów też dało się nabrać na ten szlak.





Trochę chyba jednak się zapędziliśmy i znaki szlaku jakoś tak się zmieniły. Dotarliśmy aż w Beskid Fudżijamski!



Nie było rady, trzeba było wracać tą samą trasą do Krościenka... ale na randkę zdążyliśmy.

wtorek, 28 czerwca 2011

The best of Mazowsze Wschodnie

Człowiek sobie jedzie na rowerze i... nagle spada z roweru. Oto kilka takich miejsc, które spowodowały taką sytuację podczas wypadu za Małkinię.

Sołtys to brzmi dumnie! Tutaj z prądem... dobrze, że nie na bani.



Niestety żadnej imprezy nie było, gdy przejeżdżaliśmy





Wracamy do Warszawy... Wschodniej, a zatem nadal mazowsze Wschodnie. Z cyklu "Wszystko źle"


I na koniec mała łamigłówka z powrotu do domu. Warszawa Centralna, pytanie jak i którędy jedzie ten pociąg??!

środa, 13 maja 2009

Dzień 6: Transportnyj dień

trasa: pod Pesym Wierchem >>> Luta >>> Małyj Bereznyj - Ubla >>> Snina >>> Humenne >>> Medzilaborce >>> Vydrań - jarek

Ostatni dzień, ostatni nocleg, ostatnie ognisko w górach na Ukrainie. tego dnia przemieszczamy się w kierunku Polski. Śniadanie nader skromne, bo dożeramy resztki.



Ale za to okoliczności przyrody jakże piękne.



Urdzik karpacki na dzień dobry.



Młodnik, krzal, jar i diabli wiedzą co jeszcze na dzień dobry.



A potem sielanka z widokiem na Ostrą Horę (tam byliśmy aż trzy dni wcześniej) - ostatni plan, góra z trzema wierzchołkami.





A to juz Luta.



Do marszrutki mieliśmy trzy godziny, więc zadekowaliśmy się w sklepie (tutaj wszystkie sklepy - w każdym razie 3 z 3 obejrzanych - miały stoliki). Ach jaki pyszny był chleb - zjedliśmy jeden bochenek, drugi... trzeci, ostatni w sklepie, kupilismy na później.





A potem pan sklepowy powiedział, że jedzie jeden gościu busem i może nas podrzucić. Bus był załadowany jakimiś workami, ale było z 6-7 miejsc siedzących i oprócz nas zabarła się jakaś kobitka.



Tak dojechaliśmy do Małego Bereznego, gdzie zrobiliśmy główne zakupy.



I ruszyliśmy z buta do granicy ukraińsko-słowackiej. Droga do Unii Europejskiej jest kręta.




Przejście graniczne bardzo przyjemne dla pieszych i rowerzystów (samochody muszą swoje odstać), przeszlismy dosyć sprawnie.

- Broń macie?
- Nie.
- Noże?
- Tak.
- Pokażcie.
No to wyjmuję: jeden nóż, drugi nóż... siekierę.

Natomiast Adasiowi dokładnie obejrzeli apteczkę.

Aż głupio było mówić słowackiemu celnikowi, że nic nie kupiliśmy - żadnych papierosów, żadnej wódki... nie wiem czy uwierzył.

A to jedna z pierwszych tabliczek napotkanych za przejściem granicznym.





I jeszcze z buta do Ubli.



Brzózka przystwojona w tasiemki w barwach narodowych.



A obok tablica ogłoszeniowa i informacje o wyborach do Parlamentu Europejskiego.



Wreszcie doczekaliśmy się na autobus do Sniny, a tam okazało się że 5 minut temu uciekł autobus do Humennego, następny za godzinę, ruszylismy więc na stację kolejową. Po drodze napotkaliśmy takie oto przenośne garaże.



Jesteśmy żywą reklamą biura podróży.



I stacyjka. Ruch przez tory był dży, dalej biegła regularna ściezka, az się prosi zrobić tu przyzwoite przejście.



Nasz vlak na Humenne.



W Humennem natomiast okazało się, że dla odmiany na pociąg musimy dłużej czekać niż na autobus... do Medzilaborców. A oto tabliczka spod Medzilaborców. Dla niewtajemniczonych dodam, że stamtąd pochodził Andy Warhol (w mieście jest muzeum Warhola).



Popart?



Niemal w biegu przesiedliśmy się w kolejny autobus, ale nie jechaliśmy daleko, wysiedlismy zaraz za miastem, w Vydraniu, którego strzeże ruski tank.



Jeszcze tylko kawałek drogi do ustronnego jara, gdzie rozbijaliśmy się po zachodzie Słońca. Pierwszy i jedyny nocleg na Słowacji. Jakieś dziesięć kilometrów od Polski.



Relacja dzień po dniu:
25.04, 26.04, 27.04, 28.04, 29.04, 30.04, 01.05, 02.05, 03.05