wtorek, 26 grudnia 2017

Nieśmiertelna trylinka

Dla rowerzysty trylinka to jedna z gorszych nawierzchni, dlatego gdy kiedyś trafiłem na odmianę trylinki, która była jeszcze gorsza, bo skrzyżowana z brukiem, byłem pełen podziwu dla pomysłowości tego kto to wymyśli i nie miałem wątpliwości, że był to wyjątkowy sadysta.



Na taką trylinkę trafiłem bodaj ze dwa razy.








Aż tu nagle, przy lekturze żyrardowskich wspomnień Pawła Wiktorskiego (książka "Lot nad kołyską"), trafiłem na taki oto fragment. Czyli że taka trylinka z kamieniami, to nie jest jakiś nowy wynalazek, lecz stosowano ją już w okresie międzywojennym i być może była to pierwotna forma trylinki. No cóż, w porównaniu z kocimi łbami, to może faktycznie to był postęp.



Internet się rozwija, kilkanaście czy nawet kilka lat temu niewiele można było wyszukać informacji o trylince, poza tym że wynalazł ją w okresie międzywojennym Władysław Tryliński. Obecnie można przeczytać np. ten artykuł, w którym jest o kamieniołomie w Miękini k. Krzszowic, gdzie powstała trylinka. Tam bowiem był zatrudniony Tryliński, który wymyślił sposób wykorzystania odpadów do produkcji sześcokątnych bloków nazwanych później od jego nazwiska trylinką. Poniżej zdjęcie (ze zbiorów NAC) z trylinką w kamieniołomie Miękinia.




Trylinka została opatentowana w 1933 i obecnie patent jest dostępny online. Poniżej dołączony do niego rysunek.



A skoro znalazłem cytat o kamiennej trylince w Żyrardowie, to pora się rozejrzeć, co tam można zobaczyć. Takiej trylinki w mieście już chyba nie ma, w każdym razie ja na nią nie trafiłem, znalazłem tylko jej bliską krewną - małe kwadratowe płytki. Upiorna uliczka jeśli chodzi o jazdę rowerem.




 Kocich łbów też już niewiele zostało.




No to przechodzimy płynnie do tematu nowszej trylinki.



Takiej zwykłej, betonowej trylinki jeszcze trochę jest, co prawda uliczek trylinkowych nie ma zbyt dużo i są one zwykle dosyć krótkie, ale za to sporo jest trylinki na podjazdach, zatoczkach, parkingach, osiedlowych uliczkach czy na targowisku.



Jak się mocniej wykruszy, to czasem widać że jest oszczędnościowa, wypełniona żwirem.



To że trylinka jest fatalną nawierzchnią nie wynika chyba z samych właściwości trylinki, tylko z tego te uliczki są stare, trylinka była układana kilkadziesiąt lat temu i od tej pory mocno się zużyła - kostki porozjeżdżały się na w pionie i na boki, przez co powstały szpary (może to też kwestia marnego ułożenia), a do tego powykruszały się, popękały... Mam wrażenie że trylinka nie jest gorsza od kostki betonowej i sądzę że po tylu latach kostka byłaby w jeszcze gorszym stanie.





Tu przykład względnie nowej trylinki, która ma kilka, no może kilkanaście lat i komfort jazdy jest podobny do jazdy po niefazowanej kostce (a lepszy w porównaniu z kostką fazowaną).



W Żyrardowie sporo ulic było trylinkowych, bo widać w wielu miejscach, że trylinka jest pod asfaltem. Kto wie, może jeszcze ta kamienno-betonowa jest gdzieś ukryta?





Zwłaszcza jak się wykrusza asfalt, ro można zobaczyć co było pod spodem - najczęściej trylinka, także kocie łby, rzadziej małe kwadratowe płytki, a na opłotkach także betonowe płyty.



Na koniec mała dygresja - płytki sześciokątne stosowane jako posadzka, kafle itp. to nie jest nic nowego i były stosowane kilkaset, a może i tysiące lat temu. Tak więc trylinka jest nowym wynalazkiem, ale tylko w tym wąskim znaczeniu - jako blok o dokładnie takim zastosowaniu i w takiej formie.


Nam w Europie Środkowo-Wschodniej kojarzy się głównie z byle jaką nawierzchnią techniczną, ale w Barcelonie (i nie tylko) można spotkać chodnik z estetycznych płyt heksagonalnych. Zaprojektowane przez Gaudiego do znanego budynku Casa Mila (wybudowanego w latach 1906-1910) jako płytki podłogowe, ale później ten wzór ten został wykorzystany w płytach chodnikowych.





Heksagonalne płytki posadzkowe są ostatnio dosyć popularne, ale kończę dygresję, bo do Nowego Roku bym nie ukończył wpisu podążając za sześciokątnymi rozwinięciami tematu.

piątek, 15 grudnia 2017

Bitwa pod Maciejowicami (1794)

Bitwa pod Maciejowicami, to jedna z ostatnich bitew Insurekcji Kościuszkowskiej, podczas której Tadeusz Kościuszko dostał się do niewoli. Niecały miesiąc później Rosjanie zdobyli szturmem Pragę, Warszawa skapitulowała i to w zasadzie koniec insurekcji, zaś rok później nastąpił III rozbiór Polski. Szczegółowo nie będę opisywał, jak kto chce więcej poczytać, może zajrzeć np. do Wikipedii (gdzie są np. mapki bitwy), będzie natomiast o miejscach gdzie toczyła się bitwa i jej upamiętnieniach.

Bitwa odbyła się pod Maciejowicami jak wskazuje nazwa, a dokładnie w rejonie Podzamcza i wsi Oronne. W Podzamczu znajdował się wówczas zamek, jednak uległ zniszczeniom w czasie bitwy i wkrótce potem w jego miejscu został wybudowany pałac, który stoi do dnia dzisiejszego.




W ścianę frontową pałacu wmurowane są dwie żeliwne kule armatnie (a ślad w murze sugeruje, że kiedyś mogła tam być trzecia) z bitwy pod Maciejowicami. Co ciekawe w ściany oficyny wmurowano natomiast kilka pocisków artyleryjskich, prawdopodobnie z I wojny światowej.






Przy pałacu są dwa pomniki, jeden upamiętniający bitwę.





A drugi miejsce, gdzie Kościuszce już po bitwie jako jeńcowi opatrzono ramy (zresztą ponoć Kościuszko i oficerowie wzięci do niewoli  spędzili noc w piwnicach zamku).






Kolejne miejsce z tablicą znajduje się w lesie na północ od wsi Oronne, a jest to sosna pod którą Kościuszko miał odpoczywać przed bitwą. Sosna, a właściwie jej pień... no resztki pnia wypełnione betonem, spięte klamrami i zabezpieczone daszkiem.







Dalej na północ od pola bitwy (nieco ponad 4km od zamku) znajduje się miejsce gdzie Kościuszko dostał się do niewoli. Kościuszko uchodził z oddziałem jazdy, który został pokonany przez kozaków w rejonie dworu w Starej Krępie, a sam Kościuszko został ranny i dostał się do niewoli. W 1917 roku został w tym miejscu usypany niewielki Kopiec Kościuszki.











Jadąc od strony Podzamcza do Maciejowic oglądami pomnik z kosami na sztorc. Przejeżdżając obok niego nie można się nie przymierzyć i nie zapozować z pozie kosyniera.











W samych Maciejowicach, przed szkołą (zresztą imienia Tadeusza Kościuszki) stoi pomnik Kościuszki i dwa dwudziestowieczne działa. "Jakbyśmy dwa takie działa mieli, to byśmy sami se tę insurekcję wygrali" parafrazując Smolenia.



Ratusz w Maciejowicach, gdzie mieści się muzeum im. Tadeusza Kościuszki z espozycją poświęconą min. Kościuszce i bitwie pod Maciejowicami.



Nie dane nam było jednak zwiedzić muzeum, albowiem mimo że zmieściliśmy się w wywieszonych godzinach otwarcia, ale odbiliśmy się od zamkniętych drzwi. Był to 2 maja, więc formalnie dzień roboczy, ale widać z okazji sąsiednich świąt narodowych muzeum było zamknięte ... no ale kto to widział żeby ludzie jeździli po Polsce w długi weekend i próbowali coś zwiedzić, a w ogóle co to za pomysł, żeby w roku ustanowionym rokiem Kościuszki próbować zwiedzić muzeum im. Kościuszki. Dziwne jakieś te ludzie.



W Maciejowicach na rynku jest jeszcze jeden pomnik kościuszkowski.









Wyjeżdżając z Maciejowic inną drogą trafiamy jeszcze na witacz z obowiązkowymi kosami.



Jakieś 17km na północ od pola bitwy odwiedzamy jeszcze mogiłę żołnierzy z jednego z uciekających po przegranej bitwie oddziałów, poległych w potyczce z rosyjskimi dragonami.





Przeglądając zdjęcia, trafiam jeszcze na pomnik upamiętniający Kościuszkę i naradę przed bitwą, która się odbyła w Okrzei. Stoi on właśnie w tej miejscowości, która znajduje się jakieś 35km na wschód od pola bitwy. Powiększenie po kliknięciu w fotkę.