czwartek, 20 października 2011

Bieszczadami lato się kończy

Dwa lata temu Bieszczadami jesień zaczynałem, a teraz lato kończyłem... oto zdjęcia z ostatniego tygodnia września.

Obiecałem lavince zabrać ją w Bieszczady, to pojechaliśmy na rajd. I choć była z nas Ćwiartka Trasy Siarka, to zaczynaliśmy solo i to z grubej rury - od ruin schroniska pod Łopiennikiem.



Bieszczadzka ciuchcia, czyli lavinka wąskotorowa.



A to już niższy wierzchołek Krzemiennej i harcerska kapliczka na nim. Bliżej głównego wierzchołek rozbiliśmy namiot i spędziliśmy pierwszą noc w Bieszczadach.





A jak rano na zejściu odsłonił sie widok i lavinka zobaczyła Smerek, by po chwili dowiedzieć się że tam ma dziś wejść... to wyglądała tak:



Ale udało się, weszliśmy na Smerek, a potem przeszliśmy Połoninę Wetlińską.





Tuż przed celem, czyli Chatką Puchatka, lavinka z radości zatańczyła Taniec Pijanego Niedźwiedzia.



Już pod schroniskiem - jeden z elementów wyposażenia, czyli bieszczadzka, samodzielna, mobilna pułapka na myszy.



Na dobranoc zachód Słońca.



A na dzień dobry wschód Słońca - mniej więcej w środku kadru.





To zdjęcie jest po to, aby udowodnić, że dbaliśmy o higienę.



A to, że się dobrze i regularnie odżywialiśmy.



Ekspedycja do wnętrza ziemi w okolicach Nasicznego.





I nocleg na polanach pod Dwernikiem Kamieniem... w zasadzie tu mieliśmy się spotkac z trasą Siarka i Agi, ale utknęli w totalnie zrytych drogach i spotkaliśmy się dopiero następnego dnia.



Oni tymczasem nocowali pod koparką.



A wracając do nas - poranek na Dwerniku Kamieniu.



Po dołączeniu do trasy, dotarliśmy na skraj Rzplitej, gdzie z trzech stron była Ukraina oddzielona Sanem... czyli do Dydiówki.





Wspólnie ruszyliśmy przez Beniową (oto cmentarz)



Sianki (oto grób hrabiny)



Upadłymi szlakami turystycznymi



Na sam południowo-wschodni skraj Polski - do źródeł Sanu... ale nie tych prawdziwych, tylko tych oficjalnych z mini-obeliskiem.



A tymczasem z Sianek na przełęcz Użocką jechał ukraiński pociąg.



Gdyby nie pomoc UE, nie wiem co byśmy jedli i pili w PTSMie w Lutowiskach.



Cerkiew w Lutowiskach... miniaturyzacja, że Japończycy by się nie powstydzili. Budowla do pasa mi nie sięga!



To był dzień spotkań. Tego dnia, a była to sobota, wszystkie trasy rajdowe zdążały do Skorodnego, toteż co chwila wpadaliśmy na jakąś trasę, albo na osoby co się od jakiejś trasy odłączyły. Poniżej Ala&Ola z trasa.



My tymczasem myk na Otryt, by zidentyfikować naboje na Trohańcu (madziarskie z 1914)



I założyć tam skrzynkę.



Po drodze można było skorzystać ze sławojki przy Chacie Socjologa.



A na koniec ześrodkowanie rajdu. Jako że odbywał się pon pod hasłem "Rajd Myslicieli", były wyznaczone miejsca, gdzie można się było w spokoju zadumać.



Tradycyjne, jebutne ognisko ześrodkowaniowe.



I równie tradycyjny poranny czołg.



A na zakończenie relacji - brygadier lavinka.



Jeśli chcecie, żebym jakieś tematy poruszone na zdjęciach powyżej rozwinął, to piszcie w komentarzach. Jeśli mam dodatkowe zdjęcia, to zrobię z nich osobny wpis na blogu.

A póki co, możecie sobie posłuchać Hymnu Bieszczadzkiej Brygady Remontowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz