czwartek, 19 września 2013

Grzybobranie

Grzybobranie zacząłem od udania się w miejsce, gdzie rośnie borowik denaturatowy. Nazbierałem ich cały koszyk, a w domu zasypałem cukrem, postawiłem na szafie i za jakiś tydzień zleję czysty denaturat. No dobra, niedługo będzie gotowy napitek, teraz pora zebrać coś na zagrychę.



Zastanawiałem się nad tłuściochami... tłuściochy uduszone, to dobra potrawa na zimę, by się otłuścić i dzięki obfitej tkance tłuszczowej przetrwać siarczyste mrozy. Tylko, że kurczę... z raz czy dwa razy w życiu zbierałem z wujkiem tłuściochy i nie byłem ich pewien, więc jednak zrezygnowałem


Ale, ale! Z prawej strony kadru czai się czubajka! Za Wisłą nazywają ją panienką, spotkać też można nazwę szlachcianka, a to muchomor rdzawobrązowy - z ciekawostek, kiedyś razem z muchomorem mglejarką wrzucano go do jednego worka gatunkowego, ale teraz każdy koloro kapelutka to osobny gatunek. Muchomora mglejarki nie zbieram, chociaż czasem na niego się chyba natykam.


Bądźmy szczerzy - w żyrardowskim lesie dużo grzybów nie ma. Owszem są podgrzybki, można też czasem znaleźć prawdziwki, kozaki, maślaki. Ale czubajki są zawsze i wszędzie, nawet jeśli innych grzybów jak na lekarstwo. A te łebki idealne są do marynowania.

A ja go nazywam muchomorem rowerowym, bo często go można spotkać przy, a nawet NA bocznych dróżkach i nie trzeba nawet zsiadać z roweru by czubajek nazbierać.


No dobra, to teraz jeszcze jakąś zagrychę dla wariaga. Może pałeczki czernidłaka, które wariag tak zachwala, ale do tej pory nie miał okazji ich spróbować? Mam miejscówkę - stacja PKP Mokra, na końcu peronu 2.



Skoro wariag twierdzi, że młode owocniki czernidłaka kołpakowego są jadalne, to można przyrządzić zmarnowane pałeczki czernidłaka i nazwać je przysmakiem wariaga.  Ale co z kapelusikami? Tutaj wariag zacytował starego grzybiarza, który mu tłumaczył tak: Jak sie panocku to corne mazidło z tego leje to nijak tego zryć sie nie do.



A teraz przytoczę ryki  trzody chlewnej i innej rogacizny, która ruszyła do lasu na grzyby, zasłyszane przez Werronę :
- Doooorrroooota! Dorota! Dorota k...a!!!
- Co tam?!
- Chodź tu k...a bo znalazłem jakiegoś ch...a i nie wiem, czy jest jadalny!

Obstawiam, że jak ch..a, to znalazł sromotnika bezwstydnego... młode niby są jadalne, ale duże uważane sa za niejadalne z powodu szlachetnego zapachu padliny, który umożliwia ich zlokalizowanie już z odległości z kilku metrów.. Może należałoby zmienić opis na jadalne w dobrze wietrzonych pomieszczeniach?


Warto też nazbierać jakieś klasycznie muchomory, żeby potruć muchy, które nam się zlecą do tej potrawy.


Pali się!!! ... a nie, to nie ogień.


Gdy sezon grzybowy w pełni, to co chwila się człowiek o grzyby potyka. Nawet poza lasem... wlezie zwiedzać piec cegielni, a tam co?


7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Pieczarki pieczone w pieczarze... albo inne kurzawki ceglastopore ;-P

      Usuń
  2. Nie żebym był złośliwy abo cuś ale co wujek może wiedzieć o marynowanych grzybkach skoro nigdy nie skosztował wyrobu finalnego ba ino półfabrykat jakiś? Oto co zameldowano w dniu dzisiejszym:
    "Mama Tomiego schowała przed nim grzybki marynowane, żeby dotrwały do soboty."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świadczy o sporym doświadczeniu - nie raz się grzybki marynowało (w tym czubajki) i wiadomo że trzeba je dobrze schować, żeby dotrwały do tej soboty ;-)

      Usuń
  3. To część z tych grzybów jest jadalna? Rozumiem: koźlak, podgrzybek, rydz, opieńka, kołpak. Ale to? Takie wynalazki znać to czapki z głów, czy w tym przypadku z nóżki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo grzyby z pierwszych 8 zdjęć są jadalne :-) Ale ja zbieram tylko czubajkę, bo pozostałe słabo znam.

      Usuń
  4. A po co do lasu. Wystarczyło do mojej byłej pracy skoczyć.

    OdpowiedzUsuń