poniedziałek, 14 stycznia 2013
sobota, 12 stycznia 2013
Kluska a WOŚP
W tym roku na własne oczy miałem okazję się przekonać, że WOŚP odwala
naprawdę kawał dobrej roboty. Bo co innego o czymś wiedzieć, a co innego
to zobaczyć. Gdy z lavinką, a potem z lavinką i Kluską zwiedzaliśmy
kolejne oddziały w kolejnych szpitalach, co chwila widzieliśmy jakiś
sprzęt z charakterystycznym serduszkiem, a nawet z kilku korzystaliśmy.Poniżej
zdjęcia z naszej izolatki (a właściwie pokoju dla matki z dzieckiem
przerobionego z dawnej izolatki) na pediatrii w żyrardowskim szpitalu. Kluska ze "swoją" pompą strzykawkową (dar WOŚP 2003).

Był to "pokój z glizdami".

A na korytarzu jakaś ekipa szukała skarbów.

A to było tu - w tym budynku.

A dokładniej, to na końcu skrzydła budynku, tuż przy werandzie - to okno w cieniu, w samym rogu.

Okno naszej izolatki.

Jak to wszystko, co człowiek zrobi, potem kiedyś do niego wraca... Ot przykładowo ta pompa trafiła do szpitala w 2003 po XI Finale. Otóż XI i XII finał WOŚP były pod hasłem "Zakup sprzętu medycznego dla oddziałów niemowlęcych i dzieci młodszych". A właśnie w 2003 roku, brałem udział w Finale WOŚP jako wolontariusz, obsługując telefoniczną licytację Złotych Serduszek i Kart Telefonicznych.Nasze stanowiska telefoniczne były w studiu telewizyjnym, a więc w samym centrum zamieszania, a najwięcej ludzi dzwoniło w czasie wejścia na antenę, lub zaraz po nim... a wtedy właśnie był największy hałas, tak że jak ktoś cicho mówił, to trzeba było wejść pod stół żeby cokolwiek usłyszeć. Znalazłem nawet w swoich szpargałach wejściówkę do studia.
Był to "pokój z glizdami".
A na korytarzu jakaś ekipa szukała skarbów.
A to było tu - w tym budynku.
A dokładniej, to na końcu skrzydła budynku, tuż przy werandzie - to okno w cieniu, w samym rogu.
Okno naszej izolatki.
Jak to wszystko, co człowiek zrobi, potem kiedyś do niego wraca... Ot przykładowo ta pompa trafiła do szpitala w 2003 po XI Finale. Otóż XI i XII finał WOŚP były pod hasłem "Zakup sprzętu medycznego dla oddziałów niemowlęcych i dzieci młodszych". A właśnie w 2003 roku, brałem udział w Finale WOŚP jako wolontariusz, obsługując telefoniczną licytację Złotych Serduszek i Kart Telefonicznych.Nasze stanowiska telefoniczne były w studiu telewizyjnym, a więc w samym centrum zamieszania, a najwięcej ludzi dzwoniło w czasie wejścia na antenę, lub zaraz po nim... a wtedy właśnie był największy hałas, tak że jak ktoś cicho mówił, to trzeba było wejść pod stół żeby cokolwiek usłyszeć. Znalazłem nawet w swoich szpargałach wejściówkę do studia.
A, jeszcze taki certyfikat przesiewowego badania słuchu na sprzęcie poWOŚPowym znalazłem w książeczce zdrowia Kluski.
wtorek, 8 stycznia 2013
Kampinoskie żywicowanie
Sosenki w jodełkę już były na blogu, ale teraz będą z Kampinoskiego Parku Narodowego.

I jeszcze jedna z profilu
I jeszcze jedna z profilu
sobota, 5 stycznia 2013
Ostatni tur
A właściwie turzyca Jaktorowska, która padła w 1627 w Puszczy Jaktorowskiej (której też już nie ma, a są jakieś Budy).
Swoją drogą, nazwę Jaktorów powszechnie wywodzi się od pewnej anegdoty, o tym jak książę wysiadł tutaj z karocy prosto do rowu z wodą i zakrzyknął "Jak to? Rów???"
Ja jednak bym łączył nazwę Jaktorów z turami (w końcu tur jest w herbie Jaktorowa). Być może próbowano uchronić gatunek prtzed wyginięciem krzyżując je z jakami. Stąd nazwa ośrodka hodowlanego Jak-Turów, a może nawet Jak-Tórów. Dodam, że obok płynie Pisia Tuczna... zbieżność pierwszych liter chyba nie jest przypadkowa, może początkowo była to Pisia Tur-czna a może Turna?
Swoją drogą, nazwę Jaktorów powszechnie wywodzi się od pewnej anegdoty, o tym jak książę wysiadł tutaj z karocy prosto do rowu z wodą i zakrzyknął "Jak to? Rów???"
Ja jednak bym łączył nazwę Jaktorów z turami (w końcu tur jest w herbie Jaktorowa). Być może próbowano uchronić gatunek prtzed wyginięciem krzyżując je z jakami. Stąd nazwa ośrodka hodowlanego Jak-Turów, a może nawet Jak-Tórów. Dodam, że obok płynie Pisia Tuczna... zbieżność pierwszych liter chyba nie jest przypadkowa, może początkowo była to Pisia Tur-czna a może Turna?
Sądząc po sąsiedniej uliczce, tury najlepiej się czuły na błotach i w tujach.
Być może tur już był na blogu, a jeśli nie, to przez fatalne niedopatrzenie, które niniejszym naprawiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)